Artykuły redakcyjneŚwiat

Białoruś nie chce Łukaszenki. Jakie scenariusze dla Mińska? (Aktualizacja)

Fot. Twitter

Nasz wschodni sąsiad budzi się z letargu. 26 lat rządów dyktatury to aż zanadto. Wiele wskazuje na to, że mogą to być ostatnie chwile rządów Łukaszenki. 

Możliwości rozwoju sytuacji jest kilka. Pierwszy – pełzająca rewolucja, strajk generalny, ustąpienie Łukaszenki. Najbardziej optymistyczny. Bez krwawych ofiar. Ogłoszenie nowych wyborów lub po prostu nowego prezydenta, jeśli można udowodnić, że ostatni plebiscyt był sfałszowany. 

„Baćka” musiałby się ratować ucieczką do Rosji lub państw zaprzyjaźnionych z dyktaturą.  Takiego rozwiązania chciałby Zachód, takiego rozwiązania chciałaby Polska. Prozachodnia, demokratyczna Białoruś, byłaby prezentem dla naszego kraju. Oddzielałaby nas solidnym kordonem od Rosji i byłaby gwarancją bezpieczeństwa w regionie. Chcielibyśmy mieć w Mińsku sojusznika. 

Wczoraj wieczorem tłum zgromadził się pod więzieniem Wołodarka, gdzie przetrzymywani są więźniowie polityczni. Demonstracji chcieli ich natychmiastowego zwolnienia – informowała telewizja Nexta.

Inne scenariusze są już obarczone dozą ryzyka. Może okazać się, że Moskwa będzie chciała pomagać Mińskowi. Jest to jak najbardziej prawdopodobne. O tajemniczych kolumnach ciężarówek, które jadą z Rosji w kierunku zachodnim, pisaliśmy wczoraj. Białoruś jest uzależniona politycznie i gospodarczo od swojego mocniejszego sąsiada. Pozostaje z nim w formalnym związku (nomen omen ZBiR), mimo sileniu się na autonomię przez Łukaszenkę. 

Putin mógł stwierdzić, że pomaga swojemu sojusznikowi, wysyłając tam „zielone ludziki” z bratnią pomocą, które wykonałyby czarną robotę za Łukaszenkę. Kreml wie jak rozprawiać się z przeciwnikami, udowodnił to na Krymie. Łukaszenka ryzykowałby, że „zielone ludziki” nie znikną. Oznaczałoby to okupację Białorusi, a następnie jej aneksję. 

Łukaszenka byłby podwójnie skompromitowany. Jeśli polałaby się krew i Kreml pomógłby w krwawej rozprawie z politycznymi przeciwnikami, Łukaszenka nie miałby czego szukać na Zachodzie. Nie miałby także czego szukać na Białorusi. Co z tego, że ludzie by się go bali. Każdego dyktatora czeka przecież koniec. 

Możliwy jest jeszcze inny scenariusz. Do pewnego stopnia miks pierwszej i drugiej opcji. Mianowicie „przewrót kontrolowany”. Moskwa stwierdza, że Łukaszenka się wypalił i trzeba go zastąpić. Najlepiej młodym, eleganckim i wykształconym demokratą. W tym celu nakazuje „Baćce” ustąpić za gwarancję bezpieczeństwa. Moskwa pociąga za sznurki. Zezwala na „demokratyczne” wybory i umieszcza w Mińsku swojego kandydata. 

Warto też pamiętać, że żaden istotny przewrót na świecie nie odbył się w najnowszej historii świata bez udziału CIA. Amerykanie z pewnością są w Mińsku i starają się wpływać na sytuację. Podobnie, choć w mniejszym stopniu, Unia Europejska. USA z Sojusznikami mogą być jednak bardziej skuteczni i pomagać tamtejszej demokratycznej opozycji. O skuteczności amerykańskiej dyplomacji może świadczyć choćby fakt, że Białoruś zaczęła z USA importować… ropę naftową.

Jaki będzie rezultat obywatelskich, masowych – na niespotykaną dotąd skalę – protestów, dowiemy się niebawem. Wczoraj z główną kontrkandydatką Łukaszenki w wyborach prezydenckich Svietłaną Cichanouską rozmawiał szef MSZ Jacek Czaputowicz. Minister zapewnił opozycję o swoim poparciu oraz oświadczył, że Polska stoi po stronie obywateli Białorusi. Jednocześnie wezwał do pokojowego dialogu i zadeklarował pomoc w dialogu z władzami. Cichanouska wcześniej oświadczyła, że jest gotowa wziąć na siebie ciężar lidera zmian. 

Już w środę polska delegacja przedstawi swoje propozycję dotyczące Białorusi na specjalnym szczycie UE online. Bruksela zaproponowałaby rozpisanie nowych wyborów oraz pomoc finansową dla Mińska. Polska inicjatywa uzyskała poparcie Krajów Bałtyckich, którzy wraz z nami najsilniej wspierają demokratyczne przemiany sąsiada.

Decydujące będą następne dni. Czas działa tylko na korzyść Łukaszenki.