Opinie

Czy potrzebujesz radości?

rys.: Paweł Paulus Mazur

Życie musi mieć rytm. Czas przeżywany co dzień tak samo, staje się nie do zniesienia. Każda kultura tworzy więc rytuały. Od przynajmniej połowy XIX wieku wykorzeniająca się europejska elita szukała społeczności integralnych, takich, w których życie przebiegało w rytm rytuałów. Inteligenci, którzy utracili wiarę, z podziwem patrzyli na Aborygenów, Masajów czy mieszkańców wysp Polinezyjskich, zazdroszcząc im zakorzenienia w rzeczywistości. Nie rozumieli niestety, że wcześniej odrzucając liturgię, pozbawili się niewidzialnej busoli. Szukali czegoś, co mieli pod nosem, a co uznali za zabobon.


Często wchodząc w importowane praktyki skrajnie obrażające rozum. Właśnie skończył rok liturgiczny. Przed nami adwent. Czy to dla ciebie puste słowo?


Żyć zgodnie z liturgią. Oplatać swoje życie wokół osi, która może nadać mu sens. Właśnie przygotowujemy wieniec adwentowy. Będzie w nim jak co roku zieleń nadziei i czerwień ofiary. Adventus oznacza przyjście, przybycie, pojawienie się.


Najbardziej rozpoznawalną tradycją adwentową są chyba poranne msze święte, na które chodzi się z lampionami. Roraty. Codzienne wstawanie o godzinę wcześniej. Wysiłek dzieci i ich radość. Spuśćcie rosę, niebiosa, czyli Rorate caeli desuper. Rosę czyli łaskę, niespodziewaną radość przychodzącą w chwilę po duchowym wysiłku. Wchodzimy w czas, który jest oczekiwaniem. I w niezwykłą duchową przestrzeń. Obecność w tej przestrzeni może zaowocować rozbudzeniem w niewinnym sercu tęsknoty za Zbawicielem. Tak jak wysiłek pielgrzyma może przekształcić się dzięki duchowej przemianie w wolność dla alkoholika, w którego intencji idziemy na pielgrzymkę. Choć właściwie to oszukuję: tak naprawdę to Bóg tęskni za człowiekiem.


Życie ma swój rytm. Chrześcijaństwo zaplotło pogańską powtarzalność wokół linii prosto zmierzającej do końca czasów. Świat miał początek, będzie miał koniec. Sądzić nas będzie na końcu Ten, który przyszedł w połowie czasu. Jeśli człowiek żyje w perspektywie sądu, jeśli przeżywa sprawy oceniając swe zachowania w odniesieniu do podziału na dobro i zło, zachowuje się racjonalnie. A właśnie
pierwsze dwa tygodnie adwentu kierują nas ku oczekiwaniu na ostateczne przyjście Jezusa. I ten czas oczekiwania jest radosny. Powinniśmy się do Bożego Narodzenia przygotowywać przez rekolekcje i oczyszczenie. Czas pomyśleć o dobrej, przez kilka dni przygotowywanej spowiedzi. Adwent nie jest w sensie ścisłym czasem pokuty, tak jak na przykład Wielki Post. Ale przygotowując
święta, sprzątając mieszkania, warto pomyśleć o posprzątaniu swojego wnętrza. O oczyszczeniu sumienia. Konfesjonał jest dobrym miejscem odnowienia duszy i serca.


Adwent jest szkołą czekania. To nie jest czas umartwień, ale porządkowania naszych sumień.
Porządkowanie nie jest łatwe, warto mieć sojusznika. „Niebiosa, rosę spuśćcie nam z góry”, rosę czyli ożywiającą łaskę. Zapytaj się siebie: czy jestem gotów na śmierć, na sąd. I wykorzystaj ten doroczny czas na przygotowanie się do spojrzenia na swoje życie z perspektywy jego końca. Bo właśnie czas końca roku liturgicznego i następującego po nim początku, Narodzenia, jest najwłaściwszy dla takiej refleksji.


Jestem Aborygenem. Mam swój rytm. Dany z nieba wzór. Kiedy przeżywam swe życie w zgodzie z liturgią, potrafię się uśmiechać. Nasączony egzystencją rytuał nie jest pusty. Życie trzeba brać w karby, żeby cieszyć się całkowitą wolnością. Bo tylko człowiek nieprzywiązany do rzeczy, nieuwiązany do ludzi, może podejmować w pełni wolne decyzje.

Adwent. Bóg tęskni za człowiekiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *