Opinie

Czy Unia nam się opłaca? Na pierwszy rzut oka tak. Ale…

Obraz USA-Reiseblogger z Pixabay


W 2004 Polska, wraz z Cyprem, Czechami, Estonią, Litwą, Łotwą, Maltą, ze Słowacją, Słowenią i z Węgrami, wstąpiła do Unii Europejskiej. Było to największe w historii rozszerzenie wspólnoty. Jedną z najważniejszych korzyści z członkostwa, na co wskazują w badaniach Polacy, jest możliwość pozyskiwania europejskich funduszy. O tym, ile pieniędzy przez 16 lat trafiło do Polski dowiedzieć się można z zestawienia transferów pieniędzy między Polską a Unią Europejską (od maja 2004 r. do końca marca 2020 r.) opublikowanego przez Ministerstwo Finansów. Wynika z niego, że od 2004 roku polski budżet zasilony został kwotą na poziomie 181 miliardów euro. Najwięcej otrzymaliśmy na politykę spójności (116 mld euro). Na drugim miejscu jest Wspólna Polityka Rolna – tutaj przez 16 lat do Polski trafiło ponad 59 mld euro.Z zestawienia przygotowanego przez MF można się również dowiedzieć, że od początku członkostwa wpłaciliśmy do unijnej kasy ponad 58 mld euro. Saldo rozliczeń pomiędzy Polską a UE wynosi więc ok. 123 mld euro.

Według tych danych wstąpienie do Unii Europejskiej to było bardzo korzystne rozwiązanie dla naszego kraju. Skąd bierze się więc eurosceptyzm?

Otóż prosty bilans zestawienia transferów finansowych to nie wszystko. Do nich trzeba doliczyć pewne uwarunkowania prawne, które musieliśmy przyjąć. Na przykład zniesienie ceł na towary z Unii Europejskiej sprawiło, że otworzyliśmy się na towary z Europy Zachodniej, czy usługi. Skutkiem tego było oczywiście w pierwszej fazie zapełnienie półek sklepowych i wejście do naszego kraju wielkich sieci handlowych z Niemiec czy Francji. Polacy zaczęli kupować zagraniczne towary w zagranicznych sklepach. A zyski z tych zakupów zasilały i zasilają producentów i sprzedawców z Francji czy Niemiec. Mamy wrażenie, że polscy producenci i handlowcy (poza nielicznymi wyjątkami) do tej pory przegrywają batalię z zachodnimi. A wielkie koncerny z Niemiec czy Francji wygrywają z mniejszymi podmiotami z Polski oczywiście dzięki skali. Przecież taniej wyprodukować coś i sprzedać jeśli dostarcza się towar na kilkanaście rynków. Ważna jest więc walka o zapewnienie równych szans. O to, żebyśmy rywalizowali z zagranicznymi koncernami produktami, pomysłami, a nie tym że ktoś ma preferencyjne warunki działania wynikające z przewagi, którą zapewnił sobie na początku naszej bytności w UE.

Czy rację ma Anna Kwiecień, której tweet zamieszczamy poniżej? Jak pokazuje zdjęcie wykresu opublikowanego w tvpinfo koniec końców pieniądze płyną ze wschodu na zachód. Bilans dla Polski nie wygląda więc tak różowo jak prostego obliczenia ile wpłaciliśmy do budżetu Unii, a ile z niego wypłaciliśmy. Więc wydaje się, że przyjmowanie nowych członków do Unii jest traktowane przez państwa tzw. starej Unii jako pozyskiwanie nowych rynków zbytu. „Ciagle powtarzam nikt nam nic nie daje..środki finansowe z UE to rekompensata..to kraje starej Europy maja Eldorado z tego tytułu, że musieliśmy znieść opłaty, cła, otworzyć się na ich towary, usługi, rezygnować z naszych interesów, a jeszcze do tego przyjmować prawo unijne..” – czytamy we wpisie pani Anny. I coś w tym jest.

Nie można postrzegać naszej obecności w Unii Europejskiej w sposób lansowany przez niektórych, którzy uważają, że Wspólnota jedynie nam daje, a my na tym korzystamy. Trzeba spojrzeć szerzej. My, jak i np. Węgry, Litwa, Łotwa czy Słowenia także dajemy tzw. starej Unii możliwość rozwoju, zapewniamy rynki zbytu, dzięki którym kraje te mogą się bogacić. Nie ma nic złego w tym, że chcemy być traktowani na równi z nimi.

źródło: twitter, businessinsider