Opinie

Prawdziwych katolików problem z Franciszkiem

fot. Pixabay

Fala hejtu pod adresem Franciszka zalała internet. Powodem było wyrwane z kontekstu zdanie nt. homoseksualistów. Nie chcę nawet przytaczać epitetów jakimi obrzucono Ojca Świętego, zresztą nie pierwszy raz. 

Obecny biskup Rzymu jest dla wielu jednym wielkim problemem. Bo za miękki, źle się komunikuje, bo modernista. Prawdziwy papież nakazałby rozprawić się z przeciwnikami politycznymi raz na zawsze. Okazuje się nawet, że na większą empatię i wsparcie mógł liczyć suspendowany sedewakantysta, który musiał ostatnio zmierzyć się z wizytą policji w domu zakonnym, z którego nie chce się wyprowadzić. 

Czy papież jest problemem? Nie jest. Katolicy nie znają swojego papieża. Założę się, że większość nie przeczytała żadnej książki czy encykliki Franciszka. Jeśli coś zna, to wyrywkowo, z mediów, a mediom ostatnie encykliki papieskie się „nie podobały”. Założę się, że nie słuchali wczorajszej modlitwy „Anioł Pański” z Watykanu, na której Ojciec Św. mówił o pierwszym i największym przykazaniu.

Problemem są więc wierni, których katechizacja zakończyła się na szkole podstawowej. Dlatego z nauczania Kościoła, ani tym bardziej z problemów, z którymi się styka współczesny Kościół, nie rozumieją wiele. Nasza religijność przystaje do obecnego, dorosłego życia jak zbyt ciasne ubranko pierwszokomunijne. Patrzymy na Kościół przez pryzmat nakazów i zakazów, diabła i aniołów, spisków i złych księży. 

Dostęp do mediów mylimy z wiedzą, a wydaje nam się, że czytając wiemy już wszystko. Dlatego krytykujemy najpierw proboszcza, który nam nie pasuje, potem biskupa, a na końcu papieża. Tak powinny wyglądać relacje w Kościele Katolickim? Jakoś nie wyobrażam sobie, abym mógł cokolwiek zrobić wbrew swojemu proboszczowi. Nie wyobrażam sobie złamać nakazu mojego biskupa. Tak samo jak krytykować głowy mojego Kościoła. Jeśli czegoś nie rozumiem – szukam stanowiska Kościoła, pytam księży, proszę o wyjaśnienie wyższej stojących ode mnie. 

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że dla jednych kościołem są wyłącznie mury, nie wspólnota. Inni widzą zbawienie w prawie i zwyczajach, ignorując znaki wiary. Jeszcze inni za bycie katolikiem uznają natarczywe przekonywanie do swoich racji. Tymczasem nie ma innych znaków wiary niż miłość i jedność. Nic tak nie przekonuje do chrześcijaństwa jak przykład własnego życia, nic tak nie odpycha jak jego brak. Ostatnie nienawistne komentarze pod adresem głowy Kościoła pokazują jednak jasno, że postawą, która najbardziej nam pasuje jest dewocja: pozorna miłość Boga bez miłości bliźniego.

“Posłali natomiast do Niego kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli pochwycić Go w mowie” (Mk 12,13). Ten fragment Ewangelii św. Marka nasuwa się od razu przy kolejnej aferze medialnej pt. „Co powiedział Franciszek?”. Jeśli chrześcijanie mają problem ze swoim papieżem, mają problem ze swoją wiarą. Widać to bardzo wyraźnie. Nieporozumienia wynikają także z tego, że wiara traktowana jest w sposób jurydyczny, jako zbiór przepisów, a Kościół jako urząd, który owe przepisy egzekwuje. 

Stąd nieustanne problemy z wypowiedziami Ojca Świętego. Począwszy od znamiennego „Kim jestem, aby go sądzić?”. Problem z Franciszkiem wynika także z tego, że nie daje się wykorzystywać politycznie, dlatego jest niewygodny i dla lewicy i dla prawicy. Lewica jego rękami chciałaby zniszczyć Kościół Katolicki. Prawica chciałaby, aby papież poprowadził kolejną krucjatę. 

Ten papież jest inny. Otwiera otwiera pałace dla ubogich, rozdaje majątek, szuka grzeszników na peryferiach, troszczy się o ostatnich. Odwiedza więźniów, całuje im nogi. Rozmawia z prostytutkami, islamistami, poganami. Można powiedzieć, że na tle poprzednich pontyfikatów jest pewnego rodzaju skandalistą. 

Chrześcijaństwo można zredukować do jednego przykazania. Do miłości. Stale przypominał o tym św. Jan, a gdy bracia pytali go, co mówił Chrystus. Odpowiadał tylko jedno: „miłujcie się”. Jestem przekonany, że ostatnia, inkryminowana wypowiedź papieża była motywowana właśnie miłością. Nie interesuje mnie, jakie jest dokładne tłumaczenie słów na jakimś zmontowanym nagraniu. Interesuje mnie kontekst i sens tej wypowiedzi. A jest nim z pewnością troska o drugiego człowieka, którego ja, jako grzesznik, na codzień odrzucam. 

Chrześcijaństwo się zindywidualizowało, znów popadło w pelagianizm, przekonanie, że można zbawić się własnymi pięściami. Jeśli nie potrafi się kochać, stale się sądzi, chce się drugiego krzyżować, używa się religii jako pałki wobec przeciwników politycznych, nic dziwnego, że na końcu pozostaje wziąć się za papieża, stającego się dla tego świata wyrzutem sumienia. Dlatego zamiast nawracać Ojca Świętego, lepiej zatroszczyć się o własną duszą.

Fakt, Franciszek nie jest tak wybitnym teologiem jak Benedykt XVI. Jego publiczne wypowiedzi są nieprecyzyjne i wprowadzają niepotrzebny zament medialny. Dlatego warto poczekać, co o ostatniej wypowiedzi Ojca Świętego nt. wolnych związków osób homoseksualnych, powie sama Stolica Apostolska. 

Tomasz Teluk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *