GospodarkaInformacje

E-recepty prawie wyeliminowały papierowe druki. Czy nasze wrażliwe dane są w sieci bezpieczne i nikt nie ma do nich dostępu?

Obraz Ondrej Janovec z Pixabay

Lekarze wystawili już ponad 275 mln e-recept, a w maju stanowiły one 95 proc. wszystkich recept w Polsce. Również pacjenci przekonali się do nowej formuły wykupywania leków, w dużej mierze dzięki pandemii, bo bez tego przez kilka tygodni byliby pozbawieni opieki medycznej.

Zaufanie Polaków do e-recept mogą podważać pojawiające się w sieci artykuły o zagrożeniu wycieku wrażliwych danych z aplikacji do zarządzania e-receptami i przekazywanie wrażliwych danych Microsoftowi i Amazonowi. Jednak eksperci przekonują, że są one w pełni bezpieczne. Pacjenci mogą sami decydować o tym, jakie dane udostępniają w aplikacji, a bez ich zgody nie ma możliwości, żeby wrażliwe informacje o ich stanie zdrowia trafiły do niepowołanych podmiotów.

– W ostatnich miesiącach w czasie pandemii Polska dokonała ogromnego skoku technologicznego – i to zarówno administracja publiczna, przedsiębiorstwa, jak i ludzie – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Busiło z Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, wiceprzewodniczący Komitetu Ochrony Danych Osobowych i Zarządzania Informacją. – Zdalny dostęp do sektora medycznego był w tym czasie bardzo istotny. Gdyby nie e-recepty i zdalne diagnozy, byliby pozbawieni dostępu do świadczeń zdrowotnych. Po prostu system nie był w czasie pandemii nastawiony na bezpośredni kontakt i tylko dzięki rozwiązaniom zdalnym można było zapewnić funkcjonowanie jakiejkolwiek opieki zdrowotnej.

Pandemia SARS-CoV-2 przyczyniła się do skokowego wzrostu popularności telemedycyny, jak i e-recept. Z badania „Świadomość i postrzeganie Internetowego Konta Pacjenta”, zrealizowanego w kwietniu br. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Centrum e-Zdrowia, wynika, że o e-recepcie słyszało 93 proc. Polaków, a 40 proc. postrzega ją jako duże ułatwienie. Niemal 100 proc. nie miało żadnych trudności z jej realizacją, a 84 proc. badanych ocenia ją pozytywnie. Polacy doceniają głównie fakt, że dzięki niej mogą uniknąć osobistej wizyty w przychodni (48 proc.) i nie muszą przepisywać u lekarza recepty w formie papierowej (42 proc.).

W ostatnich tygodniach popularność i zaufanie do tej formy korzystania z e-recept podważyły jednak doniesienia, według których jedna z sieci aptek nielegalnie pozyskiwała dane pacjentów z systemu informacji medycznej P1. Chodzi o aplikację Gemini Apps, należącą do grupy Gemini, która jest właścicielem jednej z największych sieci aptek w Polsce. Jak informował „Dziennik Gazeta Prawna”, zarzuty dotyczyły tego, że aplikacja do rezerwowania leków na e-receptę miała bez uprawnienia pobierać dane z państwowej bazy, które były wykorzystywane do profilowania pacjentów oraz przekazywane Microsoftowi i Amazonowi. Na ich podstawie można np. ustalić, kto choruje na demencję, cukrzycę, depresję albo jest nieuleczalnie chory.

– Wydaje się, że te rewelacje medialne są mocno przesadzone. System został wykorzystany przez aptekę certyfikowaną zgodnie z przeznaczeniem, czyli do weryfikacji danych z e-recepty. I tylko tyle. Został wykorzystany w sposób właściwy, zgodnie z interfejsem wystawionym przez Ministerstwo Zdrowia, więc trudno mówić tutaj o wycieku danych – ocenia Mariusz Busiło.

– Użytkownik w tej aplikacji miał pełną kontrolę nad swoimi danymi. Wystarczyło, że podał wyłącznie swój e-mail i już mógł realizować system rezerwacji recept – dodaje ekspert Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. – Użytkownik aplikacji ma wiele możliwości, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich danych. Po pierwsze, warto się upewnić, że taka aplikacja korzysta z szyfrowanych połączeń, a jego dane są przechowywane na serwerach dużych i certyfikowanych dostawców, którzy dostarczają rozwiązania np. dla banków. Takimi dostawcami są właśnie Microsoft czy Amazon.

Aplikacje służące do rezerwacji leków online i zarządzania e-receptą nie stanowią żadnego zagrożenia dla prywatności pacjentów i ich wrażliwych danych osobowych. – Szczególnie gdy mówimy o aplikacjach profesjonalnych, które wykorzystują naszą zgodę i dobrowolne wykorzystanie danych dla swojej wygody. One pozwalają na wybór tego, w jaki sposób chcemy korzystać z tej aplikacji, i nie przechowują ważnych informacji o nas – mówi ekspert ds. cyberbezpieczeństwa dr Łukasz Kister.

Eksperci podkreślają, że wątpliwości dotyczące aplikacji Gemini Apps nie powinny zahamować cyfryzacji polskiej służby zdrowia, która służy zarówno pacjentom, jak i lekarzom. Konieczne jest opracowanie standardów bezpieczeństwa dla rozwiązań technologicznych, ale nie powinny być one zbyt restrykcyjne, żeby nie zahamować innowacyjności branży.

– Mam nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia, które już zmienia ton wypowiedzi w sprawie tej aplikacji, nie zrezygnuje z cyfryzacji medycyny i w dobie koronawirusa i obostrzeń pandemicznych, które w każdej chwili mogą wrócić, nie nakaże nam znów chodzić do aptek i tam bezpośrednio weryfikować wystawione recepty. Tego rodzaju aplikacje są stosowane na całym świecie, są bezpieczne i weryfikowane. Najważniejsze, aby ministerstwo, Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, UODO i apteki doszli do porozumienia i określili minimalne standardy bezpieczeństwa, jakie należy zastosować przy tego rodzaju aplikacjach, żeby już nigdy więcej nie pojawiły się tego rodzaju wątpliwości – tłumaczy ekspert.

Źródło; Newseria Biznes