GospodarkaInformacje

Estoński CIT dla firm – tak, ale pod pewnymi warunkami

Tallin, Estonia fot. Pixabay

Estońskie podatki miały być tym, co zdopinguje polskie firmy do szybkiego wzrostu. Okazuje się, że nie wszystkie. Resort uszczelnia przepisy. 

Inwestycje w określone środki trwałe, minimalne zatrudnienie, próg przychodowy – to tylko niektóre warunki, które musi spełnić firma chcąca skorzystać z estońskiego CIT-u – pisze money.pl.

Premier Mateusz Morawiecki już w swoim expose zapowiadał rewolucję w opodatkowaniu dla firm, rozliczających się podatkiem CIT. Sprawa powróciła w związku z pandemią koronawirusa. Czy skończy się na zapowiedziach? Nie, teraz urzędnicy przedstawiają konkrety. 

Dzięki nowemu rozwiązaniu przedsiębiorstwa nie płaciłyby podatku, gdy inwestują swoje zyski. Dopiero przy ich wypłacie trzeba by było podzielić się z państwem. Tak miało być w teorii. Praktyka wygląda nieco inaczej. 

Wszystko przez długą listę warunków, które stawia resort finansów. Po pierwsze, rozwiązanie będzie tylko dla firm z przynajmniej trzema etatowymi pracownikami. Jest to więc rozwiązanie, które wyklucza m.in. samozatrudnionych. 

Drugie jest kryterium dochodowe. Przychody nie mogą przekroczyć 50 mln zł, inwestycje muszą dotyczyć konkretnych obszarów (nie będzie można kupić do firmy samochodu osobowego, ale również dóbr niematerialnych, czyli patentów czy licencji). Wszystko, aby organiczyć nadużycia. 

Po trzecie z  estońskiego CIT wykluczone będą grupy kapitałowe, bo firmy muszą należeć do osób fizycznych. To też zapobiegnie wykorzystywaniu nowych przepisów do niepłacenia podatków przez największe firmy, które wyprowadzały zyski z naszego kraju. 

Źródło: money.pl