Artykuły redakcyjneZdrowie

Firmy farmaceutyczne dążą do masowych szczepień na koronawirusa

Początek roku szkolnego w USA. Fot. Twitter

Szczepan Paprocki

Rozsądne podejście do pandemii, pracowanie nad wzmocnieniem odporności jest lepszą taktyką prozdrowotną niż oddawanie się na łaskę bezwzględnych koncernów farmaceutycznych.

Bardzo długo minister Szumowski nie chciał zdradzić na podstawie czyich rad wprowadza tak drakońskie ograniczenia praw obywatelskich i wolności gospodarczych. Gdyby od początku było to wiadome, kto i na bazie jakiej wiedzy proponuje określone rozwiązania, można by polemizować z nimi, krytycznie wypracowując lepsze. Tak więc MZ oceniać można było jedynie po decyzjach, które bardzo szybko okazały się fatalne dla gospodarki i obywateli. 

Odporność zamiast szczepionki

W krajach anglosaskich, gdzie takie informacje podawano, inni naukowcy mogli punktować błędy metodologiczne i merytoryczne rządowych doradców i decyzji podejmowanych na ich podstawie, a także przedstawiać rzeczowe argumenty na rzecz innych rozwiązań. Dawało to opinii publicznej szansę dostrzeżenia rozdźwięku między rzeczywistością a przekazem medialnym, z jego nasyconym strachem przesłaniem.

O brakach w służbie zdrowia pisze się od lat i znając jej stan najbardziej zdumiewa jedna rzecz: proszę zwrócić uwagę, że nie było żadnej kampanii ze strony MZ o przesłaniu pozytywnym. To prawda: grozi nam nowy wirus, ale jest on z rodziny wirusów, które znamy, więc jakieś ogólne pojęcie i analogiczna wiedza na ten temat istnieje. Dopóki nie znajdziemy dedykowanych leków, promujemy wszystko co wzmocni nasz organizm do walki z tą chorobą.  

Takie podejście łagodziłoby strach i dawało podstawy do optymizmu. Chodzi o rzeczy, które każdy z nas indywidualnie może zrobić i uczynić tą epidemię łagodniejszą. U nas tego nie było. Tymczasem na zachodzie lekarze bardzo szybko swoim pacjentom takie rady dawali i polecali np: uzupełniać poziom witamin D, A i C, stosować wszelkiego rodzaju naturalne specyfiki znane ze swych właściwości wzmacniających odporność. Wzmacniając ogólnie organizm ma się po prostu większe szanse na bezproblemowe przechorowanie koronawirusa.

Bardzo szybko też, bazując na badaniach wykonanych już przy okazji pandemii SARS-COV-1 (np. przez Narodowy Instytut Zdrowia z USA w 2005), wytypowano leki antymalaryczne jako potencjalnie skuteczne w walce z koronawirusem. Prof Didier Raoul z Francji był pierwszym, który zaproponował kombinację HCQ+azytromycyę. W połączeniu z cynkiem one faktycznie były skuteczne. Lekarze stykający się pacjentami w praktykach prywatnych, szybko zaczęli informować o bardzo dobrych wynikach takiego leczenia. Warunek ich skuteczności był jednak jeden: bardzo wczesne ich podanie, jak najszybciej, zaraz po pierwszych objawach. Takie postępowanie gwarantowało, że ok 95% pacjentów koronawirusowych nie trafi do szpitali.