Bóg

Franciszek: Rodzina uratuje świat. Rodzina i modlitwa

fot. Pixabay

RODZINA I MODLITWA

Po refleksji dotyczącej sposobów przeżywania czasu święta i pracy przez rodzinę, zatrzymajmy się teraz nad zagadnieniem czasu modlitwy. Najczęściej chrześcijanie skarżą się na brak czasu: „Muszę modlić się więcej… chciałbym modlić się więcej, ale brak mi czasu”. Słyszymy to często. Niezadowolenie jest szczere, na pewno, ponieważ serce ludzkie zawsze poszukuje modlitwy, nawet nie wiedząc o tym; jeśli znajdzie modlitwę, znajduje zaraz pokój. Ale żeby się spotkały serce i modlitwa, trzeba dbać o to, aby w sercu gościła „gorąca” miłość do Boga, miłość uczuciowa.

Możemy zadać sobie bardzo proste pytanie. Dobrze jest wierzyć w Boga z całego serca; dobrze jest mieć nadzieję, że On nam pomoże w trudnościach; bardzo dobrze nosić w sobie poczucie obowiązku wdzięczności Bogu. To wszystko jest słuszne. Ale czy rzeczywiście chociaż trochę kochamy Pana? Czy myśl o Bogu wzrusza nas, zaskakuje, zmiękcza?

Pomyślmy o sformułowaniu największego przykazania, które jest podstawą innych: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,5; por. Mt 22,37). Ta formuła posługuje się językiem intensywnej miłości, skierowanej jedynie ku Bogu. Oto właśnie duch modlitwy znajduje się przede wszystkim tutaj. Jeśli tutaj znajduje się, to znajduje się przez cały czas i nigdy nie odchodzi. Czy potrafimy pomyśleć o Bogu jako pieszczocie, która utrzymuje nas przy życiu, ponad którą niczego innego już nie ma? A może myślimy o Nim tylko jako o wielkim BYĆ, jako o Wszechmocnym, który stworzył wszystko, jako o Sędzi, który kontroluje każde nasze działanie? To wszystko, naturalnie, jest prawdą. Ale myśl o Bogu, który jest uczuciem wszystkich uczuć pozwala na pełne zrozumienie znaczenia tego słowa. Tak więc czujemy się szczęśliwi, może trochę też zakłopotani, ponieważ On myśli o nas i przede wszystkim nas kocha! Czyż nie jest to uderzające? Czyż nie jest uderzającym to, że Bóg pieści nas z miłością? Jakież to jest piękne! Mógłby pozwolić jedynie na to, aby uznać Go jako Byt Najwyższy, dać Swoje przykazania i oczekiwać na odpowiednie wyniki. Natomiast Bóg uczynił i czyni nieustannie coś więcej. On nam towarzyszy na drodze życia, chroni nas, kocha nas.

Jeśli efekt Boga nie rozpala w nas ognia, wówczas duch modlitwy nie rozgrzewa czasu. Możemy także mnożyć nasze słowa, jak „czynią to poganie” lub też odprawiać nasze rytuały „jak to czynią faryzeusze” (por. Mt 6, 5.7). Serce przyzwyczajone przez efekt Boga czyni modlitwę z myśli, bez słów, z westchnienia wobec świętego obrazka, albo z pocałunku uczynionego w kierunku kościoła. Pięknym jest, kiedy mamy uczą dzieci posyłania pocałunku Jezusowi albo Najświętszej Maryi Pannie. Ileż czułości w tym geście! W takim momencie serce dziecka staje się miejscem modlitwy. I to jest dar Ducha Świętego. Nie zapominajmy modlić się o ten dar! Bo to właśnie Duch Święty ma specjalne miejsce aby mówić w naszych sercach: „Abba – Ojcze”. To Ona nas uczy mówić „Ojciec”, tak jak to mawiał Jezus w sposób jaki sami nie możemy znaleźć (por. Gal 4,6). Tym darem Ducha Świętego jest rodzina, w której uczymy się modlić do Niego i cenić Go. Jeśli nauczysz się zwracać do Boga tak prosto jak zwracasz się do ojca lub matki, wówczas nauczysz się modlitwy na zawsze. Jeśli tak się będzie działo, wówczas całe życie rodzinne znajdzie się w łonie miłości Bożej, a modlitwa stanie się czymś spontanicznym.

Czas rodziny, co wiemy dobrze, jest pełen komplikacji i trosk. Zawsze jest go mało, nigdy go nie wystarcza, ponieważ jest wiele rzeczy do zrobienia. Kto ma rodzinę, szybko się uczy, jak rozwiązać równanie, którego nawet wielcy matematycy nie potrafią rozwiązać: jak w 24 godziny zrobić tyle rzeczy, które zajęłyby 48 godzin! Są matki i ojcowie, którzy mogliby za to otrzymać nagrodę Nobla. Jak z 24 godzin uczynić 48: nie wiem, jak to czynią, ale to czynią!

Duch modlitwy oddaje czas Bogu, wyprowadza z obsesji braku czasu, pozwala odnaleźć pokój w sprawach koniecznych i odkrywa radość z nieoczekiwanych darów. Dobrymi przewodniczkami mogą być dla nas dwie siostry, Maria i Marta, o których mówi Ewangelia: „W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: »Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła«. A Pan jej odpowiedział: »Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba [mało albo] tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona«” (Łk 10,38–42). One nauczyły się od Boga harmonii rytmów życia rodzinnego: piękna świętowania, spokoju pracy, ducha modlitwy. Wizyta Jezusa, którego kochały, stała się dla nich świętem. Pewnego dnia jednak, Marta nauczyła się, że praca podczas przyjmowania gości, chociaż jest ważna, nie jest wszystkim. Natomiast słuchanie Pana, jak to czyniła Maria, była czymś istotnym, „lepszą częścią” czasu. Modlitwa wypływa ze słuchania Jezusa, z lektury Ewangelii. Nie zapominajcie, każdego dnia czytajcie fragment Ewangelii. Modlitwa wypływa z bliskości obcowania ze Słowem Bożym. Czy w waszych rodzinach jest taka bliskość? Czy mamy w domach Pismo Święte? Czy czytamy je czasami razem? Czy medytujemy na nim, odmawiając różaniec? Ewangelia czytana w rodzinie jest jak dobry chleb, który syci serca wszystkich. A rano, albo wieczór, gdy siadamy do wspólnego posiłku, czy uczymy się odmawiania modlitwy? Przecież Jezus przychodzi do nas w gościnę, tak jak był obecny w rodzinie Marty, Marii i Łazarza. Jedna rzecz bardzo mi leży na sercu, a którą widziałem w wielu miastach: są dzieci, które nie nauczyły się wykonywania znaku krzyża! Ty, matko, ty, ojcze, naucz swoje dziecko modlitwy, naucz, jak się robi znak krzyża. To jest piękne zadanie rodziców!

W modlitwie rodziny, w różnych ważnych okolicznościach i trudnych przejściach, powierzajmy się jedni drugim, aby każdy z nas, członków rodziny, był strzeżony przez miłość Boga.

Papież Franciszek