BógRodzina

Franciszek „Rodzina uratuje świat”. Rodzina i żałoba

fot. Pixabay

RODZINA I ŻAŁOBA

W ramach naszych katechez o rodzinie, dzisiaj zajmiemy się bezpośrednio epizodem opisanym przez ewangelistę Łukasza (por. Łk 7,11–15). Jest to scena bardzo wzruszająca, która ukazuje współczucie Jezusa wobec osoby, która cierpi – w tym przypadku jest to wdowa, która straciła swojego jedynego syna. I zarazem ta scena ukazuje, jaką moc ma Jezus nad śmiercią.

Śmierć jest doświadczeniem, które dotyka wszystkie rodziny, bez wyjątku. Należy ona do części naszego życia; niemniej jednak, kiedy dotyka uczuć rodzinnych, śmierć nie jest w stanie objawić się nam jako coś naturalnego. Dla rodziców przeżycie śmierci własnych dzieci jest czymś nadzwyczaj bolesnym, czymś, co zaprzecza elementarnym i naturalnym zasadom rodzinnym. Strata dziecka jest jak zatrzymanie się czasu: otwiera się przepaść, która wsysa w siebie przeszłość i przyszłość. Śmierć, która zabiera dziecko, jest policzkiem wymierzonym w przyrzeczenia, w dary i poświęcenia; jest policzkiem wymierzonym w miłość, którą radośnie daje się życiu w momencie narodzin dziecka. Ileż razy, gdy przychodzę na Mszę w Domu Świętej Marty, rodzice ze zdjęciem syna lub córki mówią mi: „Odszedł, odeszła”. Ich wzrok jest pełen bólu. Śmierć jest bolesna, ale śmierć własnego dziecka boli szczególnie. Cała rodzina zdaje się wówczas sparaliżowana, oniemiała. Ale coś podobnego przeżywa i dziecko, kiedy pozostaje samo z powodu śmierci jednego lub obojga rodziców. To słynne pytanie: „Gdzie jest tatuś? Gdzie jest mamusia?” – „Jest w niebie” – „Ale dlaczego jego/jej nie widzę?” To pytanie wypełnia zalęknione serce dziecka, które pozostało samo. Ta pustka opuszczenia, która otwiera się w dziecku jest tym bardziej pełna trwogi, ponieważ dziecko nie ma dostatecznego doświadczenia, aby „nazwać odpowiednio” to, co się zdarzyło. „Kiedy wróci tatuś? Kiedy wróci mamusia?”. Cóż powiedzieć dziecku, które cierpi? Taka jest śmierć w rodzinie.

W takich przypadkach śmierć jest jak czarna dziura, która otwiera się w życiu rodziny, i której nie potrafimy wytłumaczyć. Ileż razy oskarża się wówczas Boga. A ileż osób – i rozumiem to – złości się na Boga, złorzeczy: „Dlaczego zabrałeś mi syna, córkę? Boga nie ma! Bóg nie istnieje! Dlaczego mi to uczyniłeś?”. Często mogliśmy usłyszeć takie słowa. Ale ta złość to coś, co rodzi się w sercu dotkniętym wielkim cierpieniem; strata syna, córki, albo ojca lub matki – to jest zawsze ogromny ból. I to się dzieje nieustannie w rodzinach. I w takich przypadkach, jak to już powiedziałem, śmierć jest jak otchłań. Śmierć fizyczna ma swoich „wspólników”, którzy są często gorsi od niej samej. Ich imiona to: nienawiść, zazdrość, pycha, zachłanność. Słowem, jest to grzech świata, który pracuje na rzecz śmierci i czyni ją jeszcze bardziej bolesną i niesprawiedliwą. Uczucia rodzinne jawią się wówczas jako ofiary bezwolne tych potęg towarzyszących śmierci, które towarzyszą historii człowieka. Pomyślmy o absurdalnej „normalności” – w określonych momentach, albo w określonych miejscach – wydarzeń, które dołączają się do horroru śmierci, a które są sprowokowane przez nienawiść albo obojętność ludzką. Niech Pan uchroni nas przed przyzwyczajeniem się do tego!

W Ludzie Bożym, dzięki łasce współcierpienia z Chrystusem, wiele rodzin zademonstrowało poprzez fakty, że śmierć nie ma ostatniego słowa; to jest prawdziwy akt wiary. Za każdym razem, kiedy rodzina jest w żałobie, znajduje ona siły, aby strzec wiary i miłości, które łączą nas z ludźmi, których kochamy; w ten sposób zapobiega się, aby śmierć odebrała nam wszystko. Ciemność śmierci musi zmierzyć się z siłą miłości. „Mój Bóg rozświetla moje ciemności!” – to jest inwokacja wieczornej liturgii. W świetle Zmartwychwstania Pańskiego możemy powtórzyć za świętym Pawłem: „Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?” (1Kor 15,55). Każdy człowiek jest powierzony Panu. W mocy Zmartwychwstania możemy zapobiec zatruwaniu życia, które czyni pustymi nasze uczucia, i które pragnie wrzucić nas w pustkę ciemności.

W wierze możemy pocieszać się nawzajem, wiedząc, że Pan zwyciężył śmierć raz na zawsze. Nasi drodzy nie mogą przepaść w ciemnościach pustki: nadzieja zapewnia nas, że są oni w dobrych i silnych rękach Boga. Miłość jest silniejsza od śmierci. I to jest droga, aby miłość w nas wzrastała, która będzie mocniejsza, która będzie nas strzegła aż do dnia, w którym Pan „otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21,4). Jeśli pozwolimy na podtrzymanie nas w tej wierze, wówczas doświadczenie żałoby może w nas zaowocować silniejszą solidarnością w więzach rodzinnych, nowym otwarciem na ból innych rodzin, nowym braterstwem z rodzinami, które rodzą się albo odradzają w nadziei. Narodzić się albo odrodzić w nadziei, to nam daje wiara.

 Ale chciałbym podkreślić ostatnią frazę z Ewangelii, którą dzisiaj usłyszeliśmy (por. Łk 7,11–15). Kiedy Jezus przywrócił życie młodzieńcowi, którego matka była wdową, Ewangelista mówi: „Jezus oddał go jego matce”. I to jest nasza nadzieja! Wszystkich naszych drogich, którzy już odeszli z tego świata, Pan nam odda, i spotkamy się z nimi. To jest nadzieja, która zawieść nie może! Zapamiętajmy dobrze ten gest Jezusa: „Jezus oddał go jego matce”. I tak uczyni Pan z drogimi członkami naszych rodzin!

Ta wiara broni przed nihilistyczną wizją śmierci, jak również przed fałszywymi pocieszeniami tego świata. Tak więc wiara chrześcijańska „nie ryzykuje zmieszania się z różnymi mitologiami, i poddaniu się starożytnym jak i współczesnym rytom zabobonów” (Benedykt XVI, Anioł Pański, 2 listopada 2008). Dzisiaj istnieje konieczność, aby pasterze wszystkich chrześcijan wyrażali w sposób konkretny sens wiary wobec rodzin pozostających w żałobie. Nie można negować prawa do płaczu – musimy płakać w żałobie. Również Jezus zapłakał i był głęboko poruszony z powodu żałoby rodziny, którą kochał (por. J 11, 33-37). Powinniśmy czerpać ze świadectwa prostego i mocnego wielu rodzin, które wiedziały jak przyjąć, w tym strasznym przejściu, ale także pewnym przejściu Pana, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, z Jego nieodwołalną obietnicą zmartwychwstania. Miłość Boga jest silniejsza od śmierci. To jest ta miłość, którą musimy praktykować w świetle naszej wiary! I pamiętajmy o tym geście Jezusa: „I Jezus oddał go jego matce”. Tak też uczyni z naszymi drogimi oraz z nami, kiedy spotkamy się, kiedy śmierć zostanie definitywnie zwyciężona w nas. Śmierć została zwyciężona przez krzyż Jezusa. Jezus odda nas wszystkich naszym rodzinom!

Papież Franciszek