BógRodzina

Franciszek „Rodzina uratuje świat”. Wychowanie dzieci

fot. Pixabay

WYCHOWANIE DZIECI

Dzisiaj zatrzymamy się nad charakterystyczną i istotową cechą rodziny, czyli nad jej naturalnym powołaniem do wychowania dzieci, aby wzrastały w odpowiedzialności za siebie i innych. To, co usłyszeliśmy na początku od św. Pawła jest bardzo ładne: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3,20–21). To jest mądra zasada: dziecko, które zostało wychowane do posłuszeństwa rodzicom i słuchania ich, jednak rodzice nie mogą rozkazywać dzieciom w sposób brzydki, aby nie zrażać ich. Dzieci muszą wzrastać krok po kroku. Jeśli wy, rodzice, mówicie swojemu dziecku – „Chodź, wejdziemy na te schody” – i bierzecie je za rękę, i krok po kroku wchodzicie z nim razem, wówczas wszystko pójdzie dobrze. Ale jeśli mówicie – „Idź do góry!”, a dziecko odpowiada: „Nie mogę”, a wy znowu: „Idź!” – to taka postawa nazywa się irytowaniem dziecka; domagacie się od dziecka rzeczy, którym nie potrafią sprostać. I dlatego relacja dziecko-rodzice musi być relacją rozsądku, relacją równowagi. Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom, bo to się podoba Bogu. A wy rodzice, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, domagając się od nich rzeczy, których nie są w stanie spełnić. I tego rozsądku i równowagi trzeba, aby dzieci wzrastały w odpowiedzialności za siebie i za innych.

Wydawałaby się taki wniosek jest jasny, ale w naszych czasach nie brak trudności. Trudno jest rodzicom wychowywać dzieci, które widzą tylko wieczorami, kiedy wracają zmęczeni do domu po pracy. Ci, którzy mają szczęście pracować! A jeszcze trudniej jest rodzicom rozwiedzionym, którzy są dodatkowo obciążeni tą sytuacją: biedni, mieli problemy, rozwiedli się, a dziecko zabrali ze sobą jako zakładnika – ojciec mówi źle o matce, matka mówi źle o ojcu, i czynią wiele zła w ten sposób. A ja mówię rozwiedzionym rodzicom: nigdy, nigdy nie róbcie ze swoich dzieci zakładników! Rozwiedliście się z różnych powodów i trudności. Życie dało wam takie doświadczenie. Ale dzieci nie mogą nieść ciężaru waszej separacji, nie mogą być zakładnikami jednego małżonka przeciwko drugiemu. Niechaj słyszą, że mam mówi dobrze o ojcu, ojciec zaś o matce, pomimo że nie są już razem. Dla rozwiedzionych rodziców jest to bardzo ważne i bardzo trudne, ale mogą to zrobić.

Ale przede wszystkim pytanie: jak wychowywać? Jaką tradycję mamy do przekazania naszym dzieciom? Intelektualiści „krytyczni” każdego rodzaju uciszają rodziców na tysiące sposobów, aby rzekomo bronić młodych przed krzywdami – prawdziwymi lub wymyślonymi – wychowania rodzinnego. Rodzina została oskarżona o autorytaryzm, faworyzm, konformizm i represyjność uczuciową, która powoduje konflikty.

I rzeczywiście, otwarło się jakieś pęknięcie między rodziną a społeczeństwem, między rodziną a szkołą. Pakt edukacyjny został zniszczony. I tak przymierze edukacyjne społeczeństwo-rodzina weszło w kryzys, gdyż zostało podważone wzajemne zaufanie. Przejawy są tego liczne. Na przykład, w szkole rozerwane zostały relacje nauczyciel–rodzice. Często mamy do czynienia ze wzajemną podejrzliwością; oczywiście, konsekwencje tego spadają na dzieci. Z jednej strony powiększyło się grono tak zwanych „ekspertów”, którzy zajęli miejsce rodziców nawet w aspektach najbardziej intymnych wychowania. Na temat życia uczuciowego, na temat osobowości i rozwoju, na temat praw i obowiązków, „eksperci” wiedzą wszystko: cele, motywacje, techniki. A rodzice muszą tylko ich słuchać, uczyć się i dostosowywać. Rodzice pozbawieni swojej roli stają się często niemymi świadkami działań „ekspertów”. Dochodzi w końcu do sytuacji, że rodzicom nie wolno zwrócić własnym dzieciom uwagi: „Nie możesz poprawiać swojego dziecka”. Sami rodzice coraz częściej zrzucają ciężar wychowania na „ekspertów”, nawet w tematyce najbardziej delikatnej i osobistej ich życia; sami idą do kąta. I w ten sposób rodzice ryzykują wykluczenie z życia swoich dzieci. To jest straszne! I jest wiele takich przypadków. Nie mówię, że tak dzieje się zawsze, ale tak bywa. Nauczycielka w szkole beszta dziecko i pisze uwagę do rodziców. 

Pamiętam pewną anegdotę na ten temat, a która dotyczy mojej osoby. Pewnego razu, kiedy byłem w czwartej klasie szkoły podstawowej, moja nauczycielka wezwała moją mamę. Mama przyszła na drugi dzień, panie porozmawiały ze sobą, i zawołały mnie. Moja mama w obecności nauczycielki wytłumaczyła mi, że to, co zrobiłem, było czymś złym, i tak nie powinno się robić. Mama uczyniła to z wielką słodyczą, a następnie nakazała, abym poprosił o przebaczenie wobec niej i nauczycielki. Uczyniłem to, i poczułem się lepiej, ponieważ powiedziałem: dobrze skończyła się ta historia. Ale to był dopiero pierwszy rozdział! Kiedy wróciłem do domu, rozpoczął się drugi rozdział… Wyobraźcie sobie, co by się stało dzisiaj, gdyby nauczycielka postąpiła podobnie. Na drugi dzień znaleźliby się rodzice aby napomnieć ją, ponieważ „eksperci” mówią, że dzieci nie wolno stresować takim sposobem upominania.

Jest jasnym, że takie ustawienie sprawy nie jest dobre: nie jest harmonijne, dialogiczne. I zamiast sprzyjać współpracy rodzina-szkoła, lub rodzina-inne instytucje wychowawcze… przeciwstawia się jednych drugim.

Jak mogliśmy dojść do takiej sytuacji? Nie ulega wątpliwości, że rodzice, albo lepiej, pewne systemy edukacyjne z przeszłości miały pewne granice. Nie ma wątpliwości co do tego. Ale prawdą jest również i to, że istnieją pewne pomyłki wychowawcze, do których mają prawo tylko rodzice, bo tylko oni mogą je wynagrodzić, i nikt inny. I wiemy, że w życiu brakuje czasu do rozmowy, refleksji, porównania. Wielu rodziców „zabiera” praca – mama i tata muszą pracować – i inne troski. Rodzice są zakłopotani wobec nowych oczekiwań ze strony dzieci i ze strony całego współczesnego życia. I dlatego rodzice często są jakby sparaliżowani strachem przed pomyłką. Ale problem nie polega jedynie na mówieniu. Wręcz przeciwnie, dialog powierzchowny nie prowadzi do prawdziwego spotkania w rozumie i sercu. Zapytajmy się raczej: czy staramy się zrozumieć, „gdzie” dzieci znajdują się naprawdę w ich wędrówce życia? Czy chcemy naprawdę to wiedzieć? Czy jesteśmy przekonani, że nasze dzieci oczekują czegoś innego?

Wspólnoty chrześcijańskie są wezwane do pomocy w posłannictwie wychowawczym rodzin. I czynią to w świetle Słowa Bożego. Apostoł Paweł przypomina o wzajemności praw i obowiązków na płaszczyźnie rodzice-dzieci: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3,20–21). A u podstaw tego wszystkiego znajduje się miłość, którą Bóg nam daje, i w której „nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą” (1Kor 13,5–6). Nawet w tych najlepszych rodzinach trzeba się znosić. I trzeba dużo cierpliwości aby się znosić! Ale takie jest życie. Życia nie tworzy się w laboratorium, ale życie to rzeczywistość. To samo przeszedł Jezus w swoim wychowaniu rodzinnym.

I także w tym przypadku łaska miłości Chrystusowej prowadzi do wypełnienia tego, co zostało zapisane w ludzkiej naturze. Ileż mamy pięknych przykładów rodziców chrześcijańskich, pełnych ludzkiej mądrości! Oni wskazują, że kręgosłupem humanizmu jest dobre wychowanie rodzinne. Ich promieniowanie na społeczeństwo jest źródłem, które pozwala wynagrodzić luki, rany i braki ojcostwa oraz macierzyństwa, których doświadczają dzieci mniej szczęśliwe. To promieniowanie może uczynić prawdziwe cuda. I takie cuda mają miejsce w Kościele każdego dnia!

Życzę, aby Pan dał rodzinom chrześcijańskim wiarę, wolność i odwagę konieczne do wypełnienia ich posłannictwa. Jeśli wychowanie rodzinne odnajdzie swoją godność i dumę, to wiele spraw zmieni się na lepsze; dla niepewnych rodziców i zawiedzionych dzieci. Czas, aby matki i ojcowie powrócili z wygnania – ponieważ zostali odpędzeni od wychowania własnych dzieci – i na nowo przyjęli swoją rolę wychowawczą. Mamy nadzieję, że Pan da rodzicom tę łaskę: aby się nie wykluczali sami z wychowania własnych dzieci. A to może sprawić tylko miłość, czułość i cierpliwość.

Papież Franciszek