Artykuły redakcyjne

Handel dziećmi w Polsce to wciąż temat tabu

Fot. Pixabay

Zagranicę trafia rocznie 200-300 dzieci z domów dziecka i rodzin zastępczych. Rzadko ktoś śledzi losy dzieci wywiezionych z Polski. Przeciwnicy adopcji zagranicznych sugerują, że najmłodsi mogą stawać się potem dawcami organów lub kończyć wykorzystywane w domach publicznych dla pedofilów. Najwięcej dzieci trafia do Włoch. 

Między 1999-2015 do USA trafiło 1254 dzieci z Polski, przeważnie w wieku 5-12 lat. To prawie dziesięciokrotnie mniej niż z Ukrainy. Są natomiast kraje, które unikają wysyłania sierot do innych kręgów kulturowych. Z Finlandii, Francji czy Włoch wyjechało do Stanów Zjednoczonych zaledwie kilkoro dzieci w tym samym okresie. Zagraniczne adopcje to ponad 10 proc. wszystkich decyzji adopcyjnych. Polskie dzieci najchętniej adoptują Włosi, wspomniani Amerykanie, Hiszpanie, Francuzi, Belgowie, Niemcy i Szwedzi.  

Od 2017 r. rząd ograniczył możliwość wywozu dzieci zagranicę. Do tego celu zostały desygnowane tylko dwa ośrodki katolickie: Katolicki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie oraz Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny z Sosnowca. 

Zmiana miejsca zamieszkania, która może się łączyć także z rozdzieleniem z rodzeństwem, może być dla dziecka ogromną traumą. Argument, że „dziecku będzie zagranicą lepiej niż w Polsce” przestał być już aktualny. Wiele dzieci pozostaje zżytych z rodzinami zastępczymi. Gdy próbuje się je wyrwać ze swojego środowiska, tracą grunt pod nogami, ostatnią podporę kruchej stabilizacji. 

W 2018 r. Tygodnik TVP opisał sprawę 11-letniego Adasia z Wrocławia, który nie chciał się rozstawać ani ze swoją babcią, ani z zastępczą matką. Na dziecko znalazła się chętna rodzina z Francji. Chłopak miał w Polsce ułożone życie. Chodził do szkoły, trenował tenis stołowy. Gdy okazało się, że ma wyjechać – wpadł w histerię. Transfer nie doszedł do skutku, ale za kolejnym razem – dziecko trafiło do Włoch. Chłopiec był bity i zastraszany. 

W 2016 r. amerykańskie władze poinformowały stronę polską o bezprawnym rozdzieleniu sióstr w wieku 3 i 5 lat. Jedna z nich była molestowana seksualnie. Tu zawiodły procedury, które nie wyłapały patologicznych rodziców. 

W Polsce kwitnie nielegalny handel dziećmi. Informowali o tym dziennikarze programu TVP „Alarm!”. W internecie roi się od ogłoszeń młodych mam, które „chcą wynająć brzuszek” albo rodzą i decydują się na sprzedać dziecka, bo boją się, że nie dadzą rady wychować potomka. Oddają swoje dziecko, a potem ślad po nim ginie.

W skali globalnej handel dziećmi to olbrzymi problem. UNICEF szacuje, że sprzedawanych jest 1,2 mln dzieci a z pewnością są to dane zaniżone. „Rynek” rośnie w tempie 30 proc. rocznie. Noworodka można kupić już za równowartość kilku tysięcy złotych. 

Od lat instytucje broniące praw dzieci próbują walczyć z nadużywaniem procedury zagranicznej adopcji. Według polskiego prawa adopcja zagraniczna jest możliwa wyłącznie po wyczerpaniu wszystkich możliwości znalezienia rodziny zastępczej w kraju. Czy to w ogóle możliwe, skoro tyle polskich rodzin czeka tak długo na możliwość adopcji? Postulowany jest także zakaz rozdzielania rodzeństwa. Przeciwnicy adopcji zagranicznych mówią, że rodzeństwo jest rozdzielane nagminnie, bez poszanowania uczuć dzieci. 

Według raportu Najwyższej Izby Kontroli średnia procedury adopcyjne trwają w Polsce nawet dwa lata. Mechanizmy są jednak na tyle nieprzejrzyste, że na 2,5 tys. adopcji od 2015 r. – połowy 2017 aż 300 dzieci trafiło zagranicę. 

NIK zauważył, że adopcje to sektor szczególnie zagrożony korupcją. Bardzo nisko jest chroniony także interes dzieci. 

„NIK zauważa, że choć adopcje to obszar szczególnie zagrożony korupcją – działalność na styku interesu prywatnego i publicznego oraz znacząco mniejsza od zapotrzebowania liczba dzieci –  to mechanizmy antykorupcyjne nie funkcjonują w wystarczającym stopniu, szczególnie w zakresie przeciwdziałania nadmiarowi kompetencji w rękach pracowników ośrodków adopcyjnych” – czytamy w raporcie.