Artykuły redakcyjnePolska

Kiedy będziemy mogli bawić się na koncertach? Dramatyczny apel polskiej estrady

fot. Facebook, logo inicjatywy Otwieram Koncerty!

Kilka ostatnich tygodni obfitowało w Polsce w wielkie zgromadzenia. Wiece wyborcze pokazywane były przez telewizje. A tymczasem nie wiadomo dlaczego artyści w dalszym ciągu nie mogą spotykać się z publicznością. Wciąż nie ma procedur, które pozwoliłyby na bezpieczny bezpośredni kontakt z artystami. „Otwieramy Koncerty” to strona na Facebooku i jednocześnie ruch na rzecz równego traktowania. Twórcy nie mogą zrozumieć dlaczego jednym wolno, a innym nie wolno spotykać się z publicznością.

Pozwólmy sobie na drobną dygresję. W czasie wojny premier Wielkiej Brytanii na propozycję ograniczenia wydatków poprzez cięcia w kulturze, miał zareagować: „To o co jest ta cała wojna, jeśli nie o kulturę?”. Cytat ten krąży w internecie. Przypisywane Winstonowi Churchillowi słowa w obronie kultury wracają jak bumerang. Nawiasem mówić, tych słów nie potwierdzono. Nie wiadomo, czy premier Wielkiej Brytanii faktycznie je wypowiedział. Jeśli nawet nie, to powinien. Bo „Kultura – to co zostaje, kiedy zapomnisz wszystko, czego się nauczyłeś.” Przez ponad 120 lat niewoli w czasie zaborów to kultura pozwoliła Polakom przetrwać i się odrodzić. Nie można więc o niej zapominać także dziś.


„Covid-19 pokrzyżował nasze plany, zarówno prywatne jak i zawodowe. Od połowy marca nie gramy dla Was koncertów, zostały odwołane trasy, festiwale. Nasza branża bardzo dotkliwie odczuwa skutki wirusa. Jako pierwsza została pozbawiona możliwości pracy.Teraz, kiedy inne sektory biznesu są odmrażane, sportowe areny mogą wypełniać się publicznością (obecnie nawet do 10 tys. osób na jednym meczu), a w mediach obserwujemy kilkutysięczne zgromadzenia, my także chcemy wrócić do pracy” – czytamy na stronie.

„Nasza branża to 3,5% PKB, tysiące zatrudnionych osób i dziesiątki tysięcy kooperantów!Nasza społeczność to nie tylko sami artyści, którzy są widoczni w pierwszej linii, ale cały sztab ludzi którzy razem z nimi tworzą wydarzenia artystyczne i bez których artysta nie mógłby funkcjonować.Ta grupa to firmy z zapleczem technicznym, organizatorzy, muzycy, pracownicy techniczni, realizatorzy światła, dźwięku, multimediów, choreografowie, ekipy scenograficzne, kierowcy, ochrona, menadżerowie, a także przedstawiciele branż powiązanych, takich jak: hotelarstwo, transport czy gastronomia.To tysiące osób czekających na powrót do pracy” – czytamy dalej.

Wczoraj grupa TUgether, którego częścią stała się inicjatywa OK! (Otwieramy Koncerty) wysłała pismo do Minsterstwa Rozwoju argumentujące, że w związku z wybuchem pandemii straciły różne branże. Nie chodzi jedynie o organizację koncertów, ale również firmy eventowe, hotelarskie, turystyczne. Przedstawiciele tych branż zapewniają, że są gotowi do działania w warunkach obostrzeń sanitarnych. Apelują jedynie o to, żeby pozwolono im działać.

Kilka dni temu pikietowała w Warszawie branża techniki estradowej przypominając, że oprócz największych gwiazd, które nie muszą się starać, żeby starczyło im od pierwszego do pierwszego w przemyśle koncertowym czy eventowym pracuje tysiące techników, specjalistów, którzy nie mają finansowego zabezpieczenia na przyszłość.

Branża zdaje się rozumieć obawy rządu, który ograniczając zgromadzenia próbuje nie dopuścić do większej ilości zarażeń koronowirusem. Jednak można odnieść wrażenie, że jedni są traktowani lepiej, a inni gorzej. „Żądamy równego traktowania” – czytamy na stronie OK!