DuchowośćProfilaktyka uzależnień

Ks. Marek Dziewiecki: jak odzyskać trzeźwość?

Fot. Pixabay

Po drugie, choroba alkoholowa może w określonych wypadkach ograniczać lub nawet znosić odpowiedzialność moralną za dane czyny — na skutek ograniczenia lub całkowitego pozbawienia kogoś świadomości i/lub wolności – ale nie eliminuje przez to faktu, że człowiek nadużywający alkohol wyrządził konkretne krzywdy sobie i innym ludziom, za które zobowiązany jest zadośćuczynić, na ile jest to tylko możliwe. Należy więc odróżniać krzywdę od winy moralnej czy grzechu (grzech to uznanie winy moralnej wobec Boga). Trzeba też odróżniać zasadę ponoszenia naturalnych konsekwencji za własne zachowania od zagadnienia ewentualnej odpowiedzialności moralnej czy prawnej za wyrządzoną krzywdę. Choroba alkoholowa jest w każdym przypadku związana z określoną sumą krzywd wyrządzonych konkretnym ludziom, za które należy wynagrodzić niezależnie od stopnia winy i odpowiedzialności moralnej związanej z popełnionym złem.

Po trzecie, podjęcie rozrachunku z przeszłością jest jednym z koniecznych warunków, by odzyskać trwałą trzeźwość. Dojrzałe i uczciwe rozwiązanie tego problemu dokonuje się jednak stopniowo, gdyż wymaga od trzeźwiejącego odzyskania równowagi emocjonalnej i intelektualnej, a także odzyskania podstawowych więzi i wartości. Dopiero wtedy ma on szansę zrozumieć, że alkoholizm jest chorobą i jednocześnie uznać fakt, że ta choroba została poprzedzona nadużywaniem alkoholu, a to stawia problem winy i odpowiedzialności moralnej. Wtedy też może w dojrzały sposób uświadomić sobie, że choroba alkoholowa nie zwalnia od ponoszenia konsekwencji za określone czyny i wyrządzone zło. Również wtedy, gdy owo zło zostało dokonane przy ograniczonej czy wręcz zniesionej świadomości i wolności wewnętrznej. Krzywda pozostaje bowiem także wtedy krzywdą, a świadomość krzywd domaga się odważnego rozrachunku z przeszłością i zadośćuczynienia. Inaczej pozostanie ciągle otwartą i niepokojącą raną, zagrażającą trwałej trzeźwości. W praktyce rozrachunek z przeszłością oznacza uczciwe uznanie wyrządzonych krzywd i – na ile jest to tylko możliwe – ich naprawienie i zadośćuczynienie ludziom pokrzywdzonym. Oznacza też cierpliwą i konsekwentną postawę miłości i odpowiedzialności w obecnym życiu. Zło z przeszłości najpełniej bowiem zwycięża się czynieniem dobra w teraźniejszości.

Po czwarte, rozrachunek z przeszłością dokonuje się w kontekście kontaktów międzyosobowych, głównie w kręgu osób z najbliższej rodziny. Jeśli traktują one alkoholizm jako synonim grzechu i zła moralnego, to zwykle prowokują reakcję obronną chorego i tendencję do negowania wszelkiej odpowiedzialności za własne zachowania. Ponadto osobom z najbliższego otoczenia człowieka uzależnionego grozi pokusa potępiania i obwiniania go za wszelkie przeżywane problemy i trudności. Także za te, za które nie jest on w rzeczywistości odpowiedzialny. Błędne rozumienie odpowiedzialności moralnej alkoholika może więc w istotny sposób utrudnić mu dojrzały rozrachunek z przeszłością oraz adekwatne rozwiązanie problemu krzywdy, winy i odpowiedzialności. Natomiast życzliwa przyjaźń, delikatność i szacunek, cierpliwość i empatyczne wczuwanie się w położenie uzależnionego może w dużym stopniu ułatwić mu i przyspieszyć proces zadośćuczynienia, przebaczenia i pojednania. W każdym wypadku wymaga to jednak dłuższego czasu. Doświadczenie wielu uzależnionych potwierdza, że tego typu proces dokonuje się w dojrzały sposób na ogół nie wcześniej niż po kilku latach trzeźwości.

Wyżej opisane procesy, które warunkują powrót człowieka uzależnionego do trwałej trzeźwości, prowadzą stopniowo do zupełnej przemiany jego sposobów myślenia, wartościowania, przeżywania emocjonalnego, do nowego rodzaju kontaktu z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Umożliwiają też rozrachunek z dramatycznie nieraz trudną przeszłością oraz z ciężarem zła wyrządzonego innym i sobie samemu. Tego typu jakościowy rozwój nie może być oczywiście kwestią jednorazowego wysiłku. Jest procesem trwającym do końca życia i wymagającym nieustannej czujności i siły. Najtrudniejszy jest jednak niewątpliwie sam początek, bo wymaga nieraz heroicznego wysiłku, zwycięstwa nad samym sobą, nadziei wbrew nadziei a także uwierzenia, że nowe życie jest jeszcze w ogóle możliwe. Wtedy, gdy uzależniony zacznie doświadczać radości z nowego stylu życia według autentycznych wartości i więzi, to odkrywa potężne źródło siły oraz motywacji, by trwać w abstynencji i tak postępować, aby mieć satysfakcję z życia, które wydawało się już beznadziejne i przegrane. Podstawowym źródłem siły, potrzebnej do wytrwania, okazują się odzyskane więzi z określonymi osobami i grupami ludzi, a także przyjaźń z Bogiem i z samym sobą.