Gospodarka

Myślicie, że ulewy oznaczają koniec suszy? To nieprawda.

Obraz MonikaP z Pixabay

– Przez media przewijają się zdjęcia zalanych miast, pól, stanów ostrzegawczych na rzekach w górach czy nawet powodzi w niektórych regionach, gdzie ujarzmienie rzeki w wały przeciwpowodziowe i tak nic nie daje. Brukowce oraz wielu komentujących pisze: gdzie ta susza? Myślicie, że susza nas już opuściła? Nic bardziej mylnego, to co widzimy w doniesieniach medialnych to tylko obraz powierzchowny. Susza nie wyklucza powodzi, powódź nie kończy suszy – pisze na Facebooku dr Sebastian Szklarek, autor bloga Świat Wody.

Czemu tak się dzieje? Jak wyjaśnia dr Szklarek, „przede wszystkim przez brak szeroko rozwiniętej retencji, zbytnie uszczelnienie powierzchni miasta i zabudowa na naturalnych terenach zalewowych”. Mówiąc jaśniej, chodzi o to, że nie mamy w Polsce skutecznego systemu gromadzenia wody, deszczówki. To co teraz moglibyśmy uzbierać w zbiornikach retencyjnych, po prostu się marnuje.

– Najpilniejsze działania mające na celu przywrócenie tzw. naturalnej retencji są związane z zatrzymywaniem wody przez systemy przyrodnicze. W Polsce po II wojnie światowej do lat 90. osuszaliśmy tereny rolne i pozwalaliśmy wodzie szybko uciekać do rzek, a rzekami do Bałtyku, przez to wody dzisiaj nam brakuje – mówi prof. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej. – Musimy nauczyć się zatrzymywać wodę, a najskuteczniej można to robić przez odtwarzanie i ochronę bagien, mokradeł, stawów i jezior śródpolnych, przez tzw. retencję glebową. To pilniejsze działania niż tzw. rozbudowa retencji sztucznej, czyli budowa zbiorników wodnych, długotrwała i kosztowna.

„Żeby się przekonać, że susza nas nie opuściła wystarczy spojrzeć na mapę wilgotności gleby w warstwie 28-100 cm (dane z poranka 21.06.2020 r.).” – pisze na Facebooku autor bloga Świat Wody. Kolor niebieski oznacza dużą ilość wody do 28. cm, zaś zielony – średnią. Miejsca zaznaczone na czerwono to obszary z deficytem wody. Jak więc widać, pomimo ulew nadal w wielu miejscach mamy suszę.

Mimo opadów deszczu, nadal w 9 województwach występuje susza rolnicza. Największy deficyt wody jest w woj. wielkopolskim i lubuskim. Zagrożone są uprawy zbóż jarych i ozimych, a także truskawki – informuje Instytut Uprawy Gleboznawstwa i Nawożenia.

Susza rolnicza występuje na terenie województw: lubuskiego, zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego, wielkopolskiego, pomorskiego, łódzkiego, dolnośląskiego, opolskiego, lubelskiego. Dużej poprawie uległy warunki wilgotnościowe w województwach: łódzkim, lubelskim, świętokrzyskim, śląskim. małopolskim oraz podlaskim, gdzie deficyt wody znacznie zmalał.

Według IUNG, susza notowana jest w uprawach: zbóż jarych i ozimych, truskawek, krzewów owocowych, drzew owocowych. W okresie od 1 kwietnia do 31 maja 2020 r. największe zagrożenie suszą rolniczą występowało wśród upraw zbóż jarych. Suszę w tych uprawach odnotowano w 596 gminach Polski (24 proc. gmin kraju). Suszę rolniczą odnotowano również w uprawach zbóż ozimych. Wystąpiła w 475 gminach Polski (19 proc. gmin kraju).

Rolnicy podkreślają, że poza kwestiami ograniczania negatywnych skutków suszy bardzo istotne są kwestie zapobiegania im. Temu ma służyć zapowiadany przez resort rolnictwa program małej retencji, w którym środki unijne mają być przeznaczane m.in. na dopłaty rolników do nawodnień (ze źródeł powierzchniowych oraz ujęć głębinowych), piętrzenie jezior i stawów, czy zatrzymanie wody w systemach melioracyjnych.

– Dobrze, że ten program jest, natomiast nie odniesie to skutków za rok czy dwa. Po pierwsze, my tę małą retencję musimy budować bardzo długo, po drugie, musi być to program kompleksowy, bo to nie tylko Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, lecz również Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Ministerstwo Środowiska powinny być włączone – mówi Jan Heichel, prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej. – Te trzy ministerstwa powinny współdziałać i taki program przy istniejącym zagrożeniu suszą powinien powstawać.

Sytuacja na polach i w sadach może mieć przełożenie na ceny produktów rolnych i spożywczych. Już teraz ceny warzyw i owoców na rynku są znacznie wyższe niż rok wcześniej. Znacznie podrożały m.in. ziemniaki czy cebula.

– Funkcjonujemy na globalnym rynku. To, że w kilku województwach w Polsce występuje susza, nie musi się przekładać na wzrost cen produktów, bo można je przywieźć z innych krajów. Natomiast jeśli to będzie się pogłębiało w całej Europie, to można się spodziewać wzrostu cen – mówi Jan Heichel.

Jak poinformował PAP prof. Andrzej Doroszewski, szef Zakładu Agrometeorologii i Zastosowań Informatyki IUNG, w tym roku ocena zagrożenia suszą jest dużo bardziej dokładana niż w ubiegłych latach. Oprócz analizy danych ze stacji meteorologicznych do określania obszarów suszy wykorzystywane są naziemne zdjęcia radarowe (IMGiW).

Źródło” Facebook, PAP, agropolska.pl