Polska

„Naczelnik nie wie co robi” Ziemkiewicz punktuje Kaczyńskiego. Czy ma rację?

fot. collage bruLion 24, wykorzystano By Adrian Grycuk - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=78347175

Co łączy Jarosława Kaczyńskiego z Rafałem Ziemkiewiczem? Drugie imię. Obaj mają takie samo – Aleksander. Dzieli ich już znacznie więcej. Publicysta Rafał Ziemkiewicz na łamach tygodnika „Do rzeczy” krytykuje Jarosława Kaczyńskiego i obnaża słabość polityczną tzw. piątki. Można powiedzieć, że nie zostawia suchej nitki na najnowszej inicjatywie PiS. Posuwa się nawet do hipotezy dowodzącej, że „Naczelnik po prostu nie wie co robi”. Czy tak jest rzeczywiście. A może Ziemkiewicz nie dostrzega politycznego kunsztu prezesa Kaczyńskiego?

Na początku swojej argumentacji Rafał Ziemkiewicz zauważa, że wykorzystując tik-tok, platformę dla młodzieży Kaczyński taka naprawdę nie trafia do tych, do których by chciał ze swoim przekazem. „Uważam, że funkcjonujące w PiS teorie o politycznych powodach „piątki” to tworzone tam ad hoc tzw. wtórne racjonalizacje, pozwalające wyprzeć fakt dla wielu niemożliwy do przyjęcia – że „Naczelnik” po prostu nie wie, co robi. Jeśli ktoś uważa, że ta inicjatywa i pokazanie się Prezesa na tik-toku przyciągnie do partii młodzież (to najczęstsza z racjonalizacji) to chyba upadł na głowę. Równie dobrze można by sądzić, że PiS odzyska młody elektorat jeśli prezes zacznie mówić „elo ziomale!”. Mówiąc nawiasem, sam wybór na ogłoszenie „StopFurChallenge” akurat chińskiego komunikatora tik-tok obnaża bezmiar niekompetencji obecnego PiS „w temacie młodzieży”; pomijając kłopoty jakie ma tik-tok w USA i paru innych krajach, jest to aplikacja, której najstarsi użytkownicy mają 12 lat i w wyborach za trzy lata i tak nie wezmą udziału” – argumentuje Rafał Ziemkiewicz.

Następnie niejako „rozbiera” całą sprawę na czynniki pierwsze. „Ponieważ bardziej interesuje mnie w tej chwili polityczny aspekt sprawy, nie będę wchodzić w szczegóły merytorycznego sporu o produkcję futer i ubój rytualny. Ograniczę się do wskazania trzech horrendów, zawartych w „piątce” – pisze Ziemkiewicz.

Horrendum pierwsze, to, według Ziemkiewicza „udzielenie „aktywistom organizacji mających w statucie ochronę zwierząt” prawa do wkroczenia na prywatną posesję „bez zgody właściciela albo wbrew niej” celem dokonania inspekcji, jak traktowane są tam zwierzęta i z prawem ich ewentualnego odebrania właścicielowi. Wprawdzie ustawa każe by działo się to w asyście policji lub straży miejskiej, ale wynika z niej, że owe służby muszą jej na życzenie „aktywistów” dostarczyć. Otwiera to szerokie pole dla wszelkiego rodzaju mafii, również dla samej policji (zamiast ubiegać się o nakaz prokuratorski, będzie mogła pod pozorem troski o żółwia lub kanarka wejść wszędzie i zrobić przeszukanie każdemu). Nie wspominając o powszednim wymuszaniu na rolnikach haraczu przez zakładane w tym celu „prozwierzęce” organizacje, które już teraz jest plagą dla polskiej wsi, tak jak przez wiele lat była nią dla inwestorów konieczność okupywania się „ekologom” za odstąpienie od przysługującego im ustawowo prawa blokowania inwestycji”.

Horrendum drugie to, według publicysty, zakaz uboju rytualnego. „Co najmniej jedna trzecia polskiego eksportu drobiu – a drobiarstwo to jeden z wiodących działów polskiego rolnictwa – wysyłana jest na rynki bliskowschodnie, czego warunkiem jest ubój „halal/koszer”. Niewiele mniejszy jest eksport na te rynki wołowiny. Gdy poprzednio zakazano ustawowo uboju rytualnego (w 2013 – zakaz ten został przez ówczesny Trybunał Konstytucyjny uznany za sprzeczny z Konstytucją) w ciągu roku hodowcy bydła stracili na nim, według obliczeń portalu money.pl miliard złotych” zauważa Ziemkiewicz. „Potencjalne straty drobiarzy można szacować na co najmniej trzy razy tyle. Choć nie brak szacunków wyższych – sami zainteresowanie twierdzą, że utrata rynków bliskowschodnich pomniejszy zyski polskiej gospodarki o 9 mld złotych rocznie” – wylicza publicysta.

„No i sprawa trzecia – zakaz hodowli zwierząt futerkowych” – pisze Ziemkiewicz. „Zwolennicy „piątki” usiłują do niej ograniczyć całą dyskusję, jak sądzę dlatego, że norki są śliczne i miliusie, a „ekolodzy” naprodukowali mnóstwo duszoszczypatielnych filmików o rzekomych cierpieniach, jakich doznają w klatkach. Dyskusja z fałszami tej propagandy wymagałaby osobnego tekstu, tu ograniczę się do stwierdzenia, że wszystkie – WSZYSTKIE – argumenty używane przez zwolenników likwidacji branży można równie dobrze zastosować wobec każdego innego działu hodowli”.

„Jeśli więc, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, potępienie dla hodowli na futra to kwestia „przyzwoitości” i bycia „dobrym człowiekiem”, to człowiek „przyzwoity” nie może także przejść obojętnie wobec faktu hodowli drobiu, trzody i bydła. To obory i chlewnie są takimi samymi „obozami koncentracyjnymi dla zwierząt” jak hodowle norek, i nie tylko zabijanie zwierząt, ale pozyskiwanie jajek i mleka są zbrodnią. Tak głosi od dawna już skrajna lewica” – przypomina Rafał Ziemkiewicz.

Artykuł już wzbudza zainteresowanie w sieci. Wśród komentarzy nie brakuje takich, że Kaczyński jest otoczony „zgrają lizusów, gorliwie i bezmyślnie wykonujących każdy jego, nawet najgłupszy, kaprys”.

źródło:dorzeczy, Twitter,