Polska

Nie obsłużono ich w restauracji, bo brali udział w „Marszu dla życia i rodziny”. Tęczowa tolerancja w centrum Warszawy?

Obraz Olaf Bröker z Pixabay

Francuz mieszkający wraz z żoną w Warszawie brał udział w Marszu dla życia i rodziny. Wracając z wydarzenia, postanowili zajść do Hali Gwardii, żeby coś zjeść. Nie obsłużono ich, ponieważ mieli na sobie naklejki „Stop aborcji”.

Historia Francuza Marca i jego żony została przetłumaczona z języka francuskiego i opublikowana na portalu stronazycia.pl.

„Na marszu dostaliśmy małą, żółtą naklejkę. Na środku narysowany jest płód w czerwonym kolorze, a pod nim widnieją dwa słowa: „Ratuj mnie!”. Po zakończeniu marszu i końcowym błogosławieństwie następującym po konferencji i mszy świętej, moja żona i ja zdecydowaliśmy się pójść na burgera do małej restauracji znajdującej się nieopodal metra, którym mieliśmy wrócić do domu” – relacjonuje Marc.

„Wchodząc, zauważamy wiele wrogich spojrzeń. Wzrok patrzących zatrzymuje się na naszych piersiach, potem krzyżuje ze wzrokiem sąsiadów, wymieniają między sobą jakieś komentarze, potem znów natarczywie się przyglądają z mieszanką pogardy i agresji: nie zdjęliśmy naklejek przyklejonych do naszych ubrań, podarowanych nam na marszu…” – czytamy dalej w spisanej przez niego historii.

„Na jednym ze stoisk „street food” widzimy słynną „tęczową flagę” z gwiazdą Dawida. Jesteśmy na terytorium wroga. Idąc dalej przez hałaśliwą halę, odczuwamy rosnące w nas poczucie zagrożenia. Gdy czytamy menu, para o nieokreślonej płci śmieje się ostentacyjnie wytykając nas palcem. „Witajcie w krainie tolerancji”, mówię sobie w duchu… Do baru, przy którym stoimy, podchodzi kelner, przygląda się nam uważnie przez swoją antycovidową szybkę z pleksiglasu. Przywitawszy się z nim z uśmiechem, moja żona grzecznie wskazuje kanapkę, którą chce zamówić.

– Kelner: „Czy są Państwo członkami jakiejś organizacji pro-life?”

– Moja żona: „Nie, ale wracamy z marszu dla życia”.

– Kelner: „W takim razie Państwa nie obsłużę”” – opisuje sytuację, dodając, że pożegnał się z kelnerem i razem z żoną opuścili lokal.

„Dlaczego logo przedstawiające dziecko oburza cię do tego stopnia, że nie chcesz obsłużyć swoich klientów? Wy, którzy żądacie tolerancji od wszystkich tych, którzy nie akceptują dyktatury LGBT+, dlaczego nie dajecie przykładu? Czyżby hasła o miłości i tolerancji były skierowane tylko do tych, którzy myślą jak wy? Dziękuję za ten pokaz hipokryzji” – pisze gorzko Francuz, zwracając się do kelnera.

Dalej mężczyzna opisuje jeszcze parę wyzywająco ubranych lesbijek, które ostentacyjnie namiętnie całowały się na peronie metra, podczas gdy ludzie starali się ignorować ich zachowanie, żeby nie wyjść na osoby homofobiczne.

„Ale odświętnie ubrana para, on w czarnych spodniach, ona w długiej sukience, która miała odwagę przykleić sobie do ubrania naklejkę o średnicy 6 cm przedstawiającą dziecko, nie… tylko nie to! To jest nie do przyjęcia” – komentuje.

źródło:stronażycia.pl