MotoŚwiat

Nikola – firma motoryzacyjna, która nic nie produkuje, a jest droższa niż Ford czy Fiat. Fenomen, czy przekręt?

fot. Paul Brennan z Pixabay

Nikola to kolejna, po Tesli, firma z branży motoryzacji na amerykańskiej giełdzie, która ma produkować elektryczne pojazdy. Ma produkować, a nie produkuje. Firma na razie ma zerowe przychody, nie sprzedaje ani nie produkuje jeszcze żadnych pojazdów, ale… jej wycena giełdowa była już wyższa niż Forda , Hyundaia czy Fiata. Klienci mogą co prawda zarezerwować możliwość kupienia jej pickupa, ale kiedy go otrzymają nie wiadomo.

Warte zauważenie jest to, że Nikola to imię Tesli, czyli serbskiego geniusza, który jest do dziś guru wszystkich fizyków zajmujących się prądem. Pomysł na nazwę firmy nie jest więc oryginalny. Tym samym tropem poszedł Elon Musk, kilka lat wcześniej.

Nikola nazywana jest „Teslą rynku ciężarówek”, ale w przeciwieństwie do firmy Elona Muska, jeszcze nic nie produkuje i nie sprzedaje. Trevor Milton, założyciel firmy twierdzi, że Nikola zajmuje się głównie technologią napędu i paliwa wodorowego oraz będzie ostatecznie składać ciężarówki od podwykonawców z wodorowo-elektrycznym napędem. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce żadne z tych zapewnień nie zostało wprowadzone w życie.Nikola miała za to w czerwcu debiut giełdowy, który przyciągnął inwestorów i zapewnił spółce kapitalizację na poziomie ponad 20 miliardów dolarów, a przez chwilę nawet 27 mld dol. Dla porównania, Ford wart jest obecnie ok. 23 mld dol., Fiat ok. 15 mld dol., a Hyundai ok. 20 mld dol. Spółka jest przedmiotem licznych wątpliwości z oczywistych względów. Nic nie sprzedaje, nie produkuje, przedstawia jedynie wizualizacje swoich pojazdów i na ich podstawie otrzymuje od inwestorów całą masę pieniędzy.

O Nikoli zrobiło się głośno w czerwcu i lipcu 2020 r. z dwóch powodów. Po pierwsze z okazji debiutu giełdowego. Po drugie, uruchomienia możliwości rezerwacji na kupno pickupa firmy – Badgera. Wszystko pięknie, lecz Badger to na razie rysunek! Nie ma nawet działającego prototypu. Spółka stworzyła za to iście spektakularne wizualizacje swojego projektu. Ale nawet mimo rezerwacji, w 2020 r. Nikola nie przewiduje posiadania przychodów, bo rezerwacje te są darmowe. I nie są to już zawarte umowy, a jedynie obietnica możliwości kupna pojazdu… gdy ten wreszcie ujrzy światło dzienne – nie wiadomo kiedy.

To nie pierwszy taki przypadek w historii firmy. Podobnie było z flagowym produktem Nikoli, czyli ciężarówkami napędzanymi wodorem i elektrycznie. Prototyp modelu nazwanego One w teorii pokazano w 2016 r., ale… według Bloomberga brakowało w nim kluczowych części, w tym silnika czy sztandarowego komponentu, czyli jednostki z paliwem wodorowym. Założyciel firmy Trevor Milton zapewniał co prawda w 2016 r., że prototyp jest w pełni działający, ale w rozmowie z Bloombergiem przyznał, że w pokazanym egzemplarzu silnika i jednostki paliwowej nie było. Jednocześnie terminy dostaw ciężarówek, deklarowane przez Nikolę w 2016 r., oddalają się. Miały one być dostarczane w 2020 r., ale teraz w zasadzie nie wiadomo już, kiedy spółka realnie spełni swoje obietnice. Firma w swoich dokumentach przed debiutem giełdowym stwierdziła, że plany produkcji ciężarówki One zostaną ogłoszone, gdy Nikola postawi „silną infrastrukturę paliwową”, a według jej planów stacje wodorowe mają być gotowe… w 2022 r.

Firma ma też w planach stworzenie wielkiej fabryki, która miałaby funkcjonować w późnym 2021 r. lub na początku 2022. Pełna moc produkcyjna miałaby zostać osiągnięta do 2027 r.: 30 tysięcy pojazdów napędzanych wodorem i 15 tys. pojazdów napędzanych elektrycznie.

Plany i obietnice są imponujące. Lecz czy zostaną zrealizowane?

źródło:businessinsider