Artykuły redakcyjnePolska

Nuclear Sharing. Czy Polska powinna mieć dostęp do broni jądrowej?

Samolot F-35, fot. Wikipedia

Problemem Polski jest obecnie nie tyle położenie geograficzne, co sam fakt, że ponownie stajemy się terytorium, gdzie stykają się interesy zagranicznych mocarstw. Pozytywny jest fakt, że pozostajemy w silnym sojuszu militarnym, a od Wschodu oddziela nas kordon niepodległych państw. Powyższe nie zwalnia nas jednak przed samodzielnym zadbaniem o kwestie obronności.

W czasach Zimnej Wojny w Europie było rozlokowanych ponad 7 tys. amerykańskich pocisków nuklearnych. Arsenał został zredukowany na podstawie obustronnych uzgodnień z ZSRR. Niemniej w obecnej sytuacji geopolitycznej, Polska powinna rozważyć zwiększenie swego bezpieczeństwa także w tym zakresie. 

Jedną z możliwości jest dzielenie się potencjałem jądrowym Sojuszu Północnoatlantyckiego tzw. (NATO Nuclear Sharing). Spośród trzech mocarstw posiadających broń atomową (oprócz USA są to Francja i Wielka Brytania), swoim arsenałem dzielą się wyłącznie Amerykanie. Z takiej opcji korzystają aktualnie Belgowie, Niemcy, Włosi, Holendrzy i Turcy, a wcześniej Grecy i Kanadyjczycy. 

Do wynajęcia są rozmaite rodzaje broni od pocisków balistycznych średniego zasięgu, po pociski rakietowe powietrze-powietrze. Przykładowo Niemcy w swojej bazie w Boechel, niedaleko Luksemburga, utrzymują w gotowości 20 bomb jądrowych B-61, które mogą być przenoszone przez bombowce Tornado. Z kolei Włosi posiadają 50 bomb w bazie na lotnisku Ghedi Torre. Broń jądrowa rozmieszczona jest także w Turcji oraz w bazach Volkel w Holandii oraz Kleine Brogel w Belgii. Łączna liczba pocisków tego typu jest szacowana na ok. 200 sztuk.

Polityka odstraszania potencjalnych agresorów przez dziesięciolecia okazywała się skuteczna wobec wrogów pokoju w Europie. Obecny konflikt na Ukrainie nie tylko wyklucza dalsze rozbrojenie w tym zakresie, lecz zwiększy napięcie między NATO a Moskwą. Dlatego Polska powinna starać się być aktywnym uczestnikiem programu Nuclear Sharing. 

Posiadanie dyspozycyjnego arsenału jądrowego NATO w zasadzie wyklucza agresję na określone terytorium, więc jedynymi bazami, które zwiększałyby realnie bezpieczeństwo naszego kraju są bazy do przechowywania broni jądrowej, a nie jakieś „szpice”, które de facto mają zwiększać bezpieczeństwo Niemiec i krajów Europy Zachodniej, a nie Polski. Zresztą kanclerz Angela Merkel w przeszłości jasno dawała do zrozumienia, że Niemcy za Warszawę nie będą umierać, ale Polacy za Berlin – czemu nie. 

Pozostawanie więc w roli pola kartoflanego, które ma zostać zaorane przez obce armie, w razie realnego konfliktu zbrojnego jest nie do przyjęcia dla rządu i obywateli, którzy ponoszą największe ryzyko takiego rozwiązania. Udział w programie jądrowym NATO zwiększyłby nie tylko naszą rolę w sojuszu, ale umocniłby także pozycje Polski na arenie międzynarodowej. 

Oczywiście należy też brać pod uwagę wypracowaną równowagę w stosunkach z Kremlem. Niewykluczone, że wystarczy większa obecność wojsk amerykańskich w naszym kraju, aby skutecznie odstraszać ewentualnego agresora. Decyzje o dostępie do potencjału nuklearnego dla Polski mogą być także niejawne, aby nie antagonizować opinii publicznej i nie dawać pretekstu Moskwie do agresywnych działań w Europie Środkowej.