Opinie

Pandemia i kłamstwo, czyli Wszystko Będzie Dobrze

Krzysztof Wołodźko. Fot. archiwum prywatne

To bodaj José Ortega y Gasset w „Buncie mas” wskazał, że współczesne, masowe społeczeństwa tracą z oczu źródła cywilizacyjnego dobrostanu. Współcześni konserwatyści chętnie przyklaskują takim stwierdzeniom, zapominając o tym, że sami są dziećmi masowych społeczeństw, balansujących coraz mocniej na granicy stałego niedoboru i ciągłej potrzeby przesytu.

Wciąż rozmawiamy o pandemii. Na ogół bardzo mocno już dzieląc się w tej sprawie. Skupiamy się też często na drobnych szczegółach czy pojedynczych opiniach lub eksperckich hipotezach, często tracąc z oczu szerszy kontekst. A ten jest następujący: odwykliśmy od zbiorowych zagrożeń wywołanych przez naturę, uznając, że niczym poważniejszym już nam ona nie grozi – a przede wszystkim, że nie zagrozi naszemu stylowi i sposobowi życia. Owszem, wszyscy mamy świadomość śmiertelnych wypadków na drogach, zgonów wywołanych przez nowotwory, coraz częściej doskwiera nam też smog w sezonie jesienno-zimowym i upały i powodzie w sezonie wiosenno-letnim. To wszystko jednak – póki co – nie zmieniło jakoś istotnie naszego sposobu życia. Jednym oczywiście doskwierało mniej, drugim bardziej – ale nie godziło w codzienne funkcjonowanie.

Pandemia pokazała nam coś, co boleśnie uderza w naszą ludzką pychę, co dało mocnego pstryczka hybris, czyli ludzkiemu przekonaniu o samowystarczalności: ukazała na nowo od wielu dekad, a również w naszych czasach – od pandemii Hiszpanki, że świat ludzki ma swoje bardzo mocne biologiczne uwarunkowania i wytyczone takimiż zależnościami granice. Nie jesteśmy umysłami zamkniętymi w naczyniach: niezależnie czy za te naczynia uznawaliśmy klimatyzowane biura, mieszkania czy wnętrza samochodów. Nie jesteśmy też panami stworzenia – jesteśmy stworzeni i podlegamy w biologicznym wymiarze swojej egzystencji takim samym prawom jak podtrzymujące życie na Ziemi ekosystemy. Ale cała współczesna kultura masowa, czyli cywilizacja społeczeństw masowych zbudowana jest na zapomnieniu o tym prostym fakcie – jest parodią eschatologicznej wiary, świecką powszechną wiarą w nieustanny postęp i w ciągłe „wszystko będzie dobrze”. Na ogół wierzą w to dziś ludzie niezależnie od tego, jak samych siebie rozumieją na dobrze nam znanej linii podziałów na lewicę, liberalne centrum i prawicę.

W efekcie przestaliśmy rozumieć, że świat, jaki znamy, jest wypadkową wielu kulturowych, naukowych, metapolitycznych, etycznych i religijnych zależności. Przeżywamy pandemię trochę jak dzieci we mgle – powszechna edukacja dała nam przekonanie, że wszyscy wszystko wiemy, media społecznościowe – łatwość ekspresji i wyrażenia opinii. Ale w efekcie, takie można odnieść wrażenie, jedyne, co hałaśliwa większość potrafi powiedzieć to tyle: nie zgadzamy się na pandemię, to musi być czyjś spisek lub wymysł. Często słychać, że to dowód umiłowania wolności. Ale tak naprawdę to rozpaczliwy krzyk dziecka, które nagle zobaczyło, że świat ma ściany. Bo zawsze je miał. I problem z tym dzieckiem jest taki, że nie chce współpracować z innymi, by zaradzić złu – ale tupie nogami, złości się i krzyczy, wygraża ręką: przecież nie wirusowi, bo nie jest głupie, ale na tych, którzy próbują sobie z wyzwaniem poradzić, abo przynajmniej nie chcą wpadać choćby w spiskowe wyjaśnienia. 

Czy zachęcam do kwietyzmu, czyli założenia rąk i oczekiwania, aż ktoś sprawy załatwi za nas? Zdecydowanie – nie. Historia ludzkiej cywilizacji to historia uczenia się, jak radzić sobie ze stworzonym światem i w stworzonym świecie, jak pomagać sobie w sytuacji zagrożenia, jak tworzyć efektywne wspólnoty, stowarzyszenia, instytucje. Ale do tego trzeba również świadomości własnych ograniczeń. Niestety, społeczeństwa taniego spektaklu, społeczeństwa, które chciałyby po prostu mieć święty spokój i ewentualnie trochę więcej konsumować, skupione są przede wszystkich na swoich złych emocjach i poczuciu, że niesprawiedliwie zabrano im życie do jakiego przywykły.

Ale przecież nikt nigdy nie obiecywał, że ze światem zawsze już będzie wszystko dobrze. A jeśli to robił –  kłamał.

Krzysztof Wołodźko – dziennikarz i publicysta Instytutu Spraw Obywatelskich, felietonista portalu tvp.info, Polskiego Radia 24, „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”. Pisze m.in. do: miesięcznika „ZNAK”, Tygodnika TVP, „Nowej Konfederacji”, „Frondy LUX”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *