BógRodzina

Papież Franciszek „Rodzina uratuje świat”. Dar dziecka

By Korea.net / Korean Culture and Information Service, CC BY-SA 2.0

Po przedstawieniu różnych osób życia rodzinnego – ojciec, matka, potomstwo, rodzeństwo, dziadkowie – pragnąłbym zakończyć pierwszą część katechez na temat rodziny, mówiąc o dzieciach. Uczynię to w dwa razy: dzisiaj zatrzymam się nad wielkim darem dla ludzkości, jakim są dzieci. To ogromny dar dla ludzkości, ale są to również i wielcy wykluczeni, ponieważ nie pozwala się im nawet narodzić; i następnym razem będę mówił o niektórych ranach, które niestety sprawiają ból dzieciom. Na myśl przychodzą mi liczne dzieci, które spotkałem podczas mojej ostatniej pielgrzymki do Azji: pełne życia, entuzjazmu z jednej strony, i z drugiej – zauważyłem, że wiele z nich żyje w niegodnych warunkach… W rzeczywistości, po sposobie traktowania dzieci, można ocenić społeczeństwo, nie tylko moralnie, ale również i socjologicznie: czy jest to społeczeństwo wolne, czy społeczeństwo niewolników, ofiar międzynarodowych interesów.

Po pierwsze, dzieci przypominają nam w pierwszych latach swojego życia, że wszyscy byliśmy całkowicie zależni od opieki i dobrotliwości innych. Także i Synowi Bożemu nie oszczędzono tego doświadczenia. Tę tajemnicę kontemplujemy każdego roku, w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Szopka jest obrazem, który mówi nam o tej rzeczywistości w sposób prosty i jednoznaczny. Ale jest jedna ciekawostka: Bóg nie czyni problemów, żeby być zrozumianym przez dzieci, a dzieci nie mają problemów w zrozumieniu Boga. I nie przypadkiem w Ewangelii znajdują mocne i piękne słowa Jezusa o tych „najmniejszych”. To określenie „najmniejsi” oznacza wszystkich tych, którzy zależą od pomocy ze strony innych, a szczególnie dzieci. I dla przykładu Jezus mówi: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25). I jeszcze: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie” (Mt 18, 10).

Tak więc dzieci same w sobie są bogactwem dla ludzkości oraz dla Kościoła, ponieważ wskazują nam nieustannie konieczny warunek wejścia do Królestwa Boga: nie uważać siebie za samowystarczalnych, ale za potrzebujących pomocy, miłości i przebaczenia. Bo wszyscy potrzebujemy pomocy, miłości i przebaczenia!

Dzieci przypominają nam o kolejnej pięknej rzeczy. Przypominają nam zawsze, że jesteśmy dziećmi: nawet gdy ktoś jest już dorosły, albo w wieku podeszłym, albo ktoś, kto stał się rodzicem, albo ktoś, kto zajmuje odpowiedzialne stanowisko – zawsze pozostajemy dziećmi. Wszyscy jesteśmy dziećmi. I to przypomina nam prawdę, że życia nie zawdzięczamy sobie, ale otrzymaliśmy je w darze. Wielki dar życia jest pierwszym podarunkiem, który otrzymaliśmy. Niejednokrotnie żyjemy w sposób, który świadczy, że zapomnieliśmy o tym darze, tak jakbyśmy byli panami naszej egzystencji. A w rzeczywistości jesteśmy radykalnie zależni. I jest powodem wielkiej radości czuć się – w każdym okresie życia, w każdej sytuacji, w każdych warunkach społecznych – że pozostajemy i jesteśmy dziećmi. To jest podstawowe przesłanie, które dzieci nam dają, samą ich obecnością: tylko poprzez obecność przypominają nam, że wszyscy my, i każdy z nas z osobna, jesteśmy dziećmi.

A są liczne dary i wiele bogactw, które dzieci dają ludzkości. Wspomnę tylko niektóre.

Niosą w sobie ich sposób widzenia rzeczywistości, który jest spojrzeniem czystym i pełnym zaufania. Dziecko ma spontaniczne zaufanie do ojca i matki, spontaniczną ufność w Boga, w Jezusa, w Najświętszą Maryję Pannę. Jego spojrzenie wewnętrzne jest czyste, jeszcze nie zbrukane przez zło, przez hipokryzję, przez „okoliczności” życia, które zatwardzają serce. Wiemy, że również i dzieci noszą w sobie grzech pierworodny, który przejawia się przez egoizm. Jednak zachowują swoją czystość i niewinność, wewnętrzną prostotę. Dzieci nie są dyplomatami: mówią to, co czują, mówią to, co widzą, bezpośrednio. Ileż razy wprowadzają rodziców w zakłopotanie, kiedy mówią wobec innych ludzi: „To mi się nie podoba, bo to jest brzydkie”. Ale dzieci mówią to, co widzą. Nie są osobami „podwójnymi”, nie nauczyły się jeszcze tej sztuki „podwójności”, której niestety my dorośli, nauczyliśmy się.

Dzieci ponadto – w ich wewnętrznej prostocie – noszą w sobie zdolność przyjmowania i dawania czułości. Czułość to mieć serce „z ciała”, a nie „z kamienia”, jak mówi Pismo Święte (por. Ez 36,26). Czułość to także poezja: to jest „czuć” rzeczy i wydarzenia, nie traktować ich jako zaledwie przedmiotów tylko do użytku, ponieważ służą…

Dzieci mają zdolność śmiania się i płakania. Niektóre z nich, kiedy biorę je w ramiona – śmieją się; inne, kiedy widzą moje białe odzienie, myślą, że jestem lekarzem i przyszedłem aby zrobić im zastrzyk – płaczą… ale zawsze spontanicznie! Dzieci takie są: śmieją się i płaczą, dwie rzeczy, które my dorośli „blokujemy”, do których nie jesteśmy zdolni spontanicznie… Ileż razy nasz uśmiech staje się uśmiechem „papierowym”, czymś bez życia; uśmiech, który nie jest żywy, sztuczny, na pokaz. Dzieci śmieją się spontanicznie i płaczą spontanicznie. Zawsze zależy to od serca. I często nasze serca blokują się i tracą tą zdolność śmiania się spontanicznego, płaczu spontanicznego. Tak więc dzieci mogą nas nauczyć śmiechu i płaczu. A my sami, powinniśmy się zapytać: czy śmieję się spontanicznie, z całą świeżością, z miłością, czy też mój śmiech jest sztuczny? Płaczę jeszcze, czy też utraciłem zdolność płaczu? Dwa ludzkie pytania, których uczą nas dzieci.

Z tych wszystkich powodów Jezus zaprasza Swoich uczniów, aby „stali się jako dzieci”, ponieważ „do nich należy Królestwo Niebieskie” (por. Mt 18,3; Mk 10,14).

Drodzy bracia i siostry, dzieci niosą życie, radość, nadzieję, ale również i kłopoty. Ale takie jest życie. Dzieci niosą ze sobą zmartwienia, a czasem nawet i problemy; ale lepsze jest społeczeństwo z takimi zmartwieniami i takimi problemami, niż społeczeństwo smutne i szare, ponieważ pozostało bez dzieci! I jak widzimy, kiedy poziom urodzeń w społeczeństwie wynosi zaledwie 1%, to możemy już mówić, że takie społeczeństwo jest smutne i szare, ponieważ pozostało bez dzieci.