BógRodzina

Papież Franciszek „Rodzina uratuje świat”. Narzeczeństwo

fot. Pixabay

NARZECZEŃSTWO

Kontynuując katechezy na temat rodziny, dzisiaj chciałbym powiedzieć o narzeczeństwie. Narzeczeństwo – słyszy się to słowo – odnosi się do zaufania, szczerości, rzetelności. Szczerość wobec powołania, które daje Bóg, ponieważ małżeństwo jest przede wszystkim odkryciem wezwania Bożego. Naturalnie, jest rzeczą piękną, że dzisiaj młodzi mogą wybrać, z kim chcą się ożenić, na fundamencie wzajemnej miłości. Ale właśnie wolność węzła wymaga odpowiedzialnej harmonii w decyzji, a nie tylko zwykłej atrakcyjności albo uczucia chwili, na krótki czas…tu trzeba wędrówki.

Narzeczeństwo, innymi słowy, jest czasem w którym obydwoje narzeczeni wezwani są do pracy nad miłością, pracy wymagającej zaangażowania i głębi. Powoli mężczyzna „uczy się” kobiety, swojej narzeczonej; także kobieta „uczy się” mężczyzny, swojego narzeczonego. Nie bagatelizujmy ważności tej nauki: to jest piękne zadanie, a sama miłość wymaga tego, ponieważ okres ten nie jest jakimś bezmyślnym szczęściem, jakiś zachwytem opartym na emocjach… Opowiadanie biblijne mówi o całym stworzeniu jako o pięknym dziele miłości Boga; Księga Rodzaju stwierdza: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Dopiero na koniec Bóg „odpoczął”. Z tego obrazu możemy zrozumieć, że miłość Boga, która daje początek światu, nie była jakąś decyzją tymczasową. Nie! To była piękna praca! Miłość Boga stworzyła podstawy do przymierza nieodwołalnego, stałego, przeznaczonego, aby trwało na zawsze.

Przymierza miłości między mężczyzną i kobietą, przymierza na życie, nie improwizuje się, nie czyni się go z dnia na dzień. Nie jest to małżeństwo „instant”: trzeba pracować nad miłością, trzeba wędrować. Przymierza miłości między mężczyzną i kobietą trzeba się nauczyć, trzeba je doskonalić. Pozwolę sobie stwierdzić, że jest to przymierze „rękodzielnicze”. Uczynienie z dwóch istnień jednego życia jest swego rodzaju cudem – cudem wolności i serca, zaufania. Musimy chyba bardziej zaangażować się w tym miejscu, ponieważ nasze „uczuciowe koordynaty” poddały się jakiemuś zamieszaniu. Chce się wszystko i natychmiast, a później porzuca się wszystko i natychmiast pod wpływem pierwszej trudności (albo przy pierwszej nadarzającej się okazji). Nie ma nadziei dla zaufania i wierności w darze z siebie, jeśli przeważa zwyczaj konsumowania miłości jako rodzaju „integratora” dla dobrego samopoczucia psychofizycznego. Miłość nie polega na tym! Narzeczeństwo inicjuje wolę wspólnego strzeżenia czegoś, co nigdy nie będzie mogło być kupione albo sprzedane, zdradzone lub porzucone. Również Bóg, kiedy mówi o przymierzu ze swoim ludem, posługuje się terminologią narzeczeństwa. W Księdze Jeremiasza, mówiąc o ludzie, który oddalił się od Niego, przypomina ludowi czasy, kiedy był Jego „narzeczoną”: „Pamiętam wierność twej młodości, miłość twego narzeczeństwa, kiedy chodziłaś za Mną na pustyni, w ziemi, której nikt nie obsiewa” (Jr 2,2). Bóg przeżył okres narzeczeństwa. Uczynił także obietnicę: „I poślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana” (Oz 2,21–22). Ten okres narzeczeństwa Boga był bardzo długi. Na koniec Bóg poślubia Swój lud w Jezusie Chrystusie: poślubia w Jezusie Kościół. Lud Boży to Kościół. Ale jakaż długa była do tego droga! A wy, Włosi, w waszej literaturze macie także piękne dzieło dotyczące narzeczeństwa: Narzeczeni1. Trzeba, aby młodzież znała tę powieść. To jest dzieło, w którym została opisana historia narzeczonych, którzy doświadczyli wielkiego bólu, którzy przeszli całą drogę trudności, aż w końcu dotarli do małżeństwa. Nie porzucajcie tego dzieła literatury o narzeczeństwie. Czytajcie je. Wówczas dostrzeżecie piękno narzeczeństwa, cierpienia i wierność narzeczonych.

Kościół, w swojej mądrości, strzeże rozróżnienia na narzeczonych i małżonków – to nie są te same sprawy. Nie lekceważmy z lekkim sercem tego rozumnego nauczania, które żywi się również doświadczeniem miłości małżeńskiej szczęśliwie przeżytej. Silne symbole ciała trzymają klucze duszy: nie możemy traktować związków cielesnych w sposób lekkomyślny. „Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Albo czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem – jak jest powiedziane – dwoje jednym ciałem. Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1Kor 6,15–20).

Współczesna kultura i współczesne społeczeństwo stały się obojętnymi wobec delikatności i powagi drogi narzeczeństwa. Niestety, nie można powiedzieć, że współczesna mentalność jest sprzyjająca młodym, którzy pragną pobrać się, stworzyć wspólny dom, urodzić dzieci! Jakże często przed młodymi tworzy się tysięczne trudności: mentalne i praktyczne. Narzeczeństwo jest drogą życia, które musi dojrzewać jak owoc; jest drogą dojrzewania w miłości, aż do chwili, w którym staje się małżeństwem.

Kursy przedmałżeńskie są wyrazem szczególnego przygotowania. I niestety widzimy liczne pary, które uczestniczą w nich nieco wbrew własnej woli: „Ci księża każą nam uczestniczyć w kursie! Po co? My wiemy!”…i chodzą na te kursy wbrew własnej woli. A później, niejednokrotnie, te pary są zadowolone i dziękują za kurs. Dlaczego? Ponieważ może znaleźli jedyną okazję, aby zastanowić się nad własnym doświadczeniem w sposób niebanalny. Tak, często liczne pary, przez długi czas są ze sobą, nawet w sposób intymny żyją już razem ze sobą, ale nie znają się w rzeczywistości. Dziwne? Ale doświadczenie ukazuje, że tak właśnie jest. Dlatego należy na nowo docenić narzeczeństwo jako czas wzajemnego poznawania się, jako dzielenia się pewnym projektem. Droga przygotowania do małżeństwa musi być ukazana w takiej perspektywie, odwoływać się trzeba również do prostych świadectw doświadczeń chrześcijańskich małżonków. Istotnymi punktami na tej drodze są: Biblia, do wspólnego, świadomego odkrycia; modlitwa, w swoim wymiarze liturgicznym, ale również i „modlitwa domowa”, do przeżywania jej w rodzinie, sakramenty, życie sakramentalne, spowiedź… Tak właśnie Pan przychodzi, aby zamieszkać w narzeczonych, aby przygotować ich do tego, aby przyjęli siebie nawzajem „w łasce Chrystusa”.

 Ważne jest także braterstwo z biednymi, potrzebującymi, którzy uczą nas szczodrości i umiejętności dzielenia się. Narzeczeni, którzy tak się angażują, razem wzrastają. A to wszystko prowadzi do pięknej celebracji Małżeństwa – nie w sposób światowy, ale w sposób chrześcijański! Pomyślmy o słowach Boga, które usłyszeliśmy, kiedy mówił do Swojego ludu jak narzeczony do narzeczonej: „I poślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana” (Oz 2,21–22). Każda para narzeczonych niech o tym pomyśli i niech jedno powie drugiemu: „Uczynię cię moją żoną. Uczynię cię moim mężem”. Czekajcie na tę chwilę. A narzeczeństwo jest drogą, która trwa długo, ale dzięki której się dojrzewa. Dojrzewa się krok, po kroku.

Narzeczeństwo może stać się czasem początku. Czego? Niespodzianki! Niespodzianki darów duchowych, którymi Pan, poprzez Kościół, ubogaca horyzont nowej rodziny i przygotowuje ją do życia Jego błogosławieństwem.

Papież Franciszek