BógRodzina

Papież Franciszek „Rodzina uratuje świat”. Pasja dzieci

By Korea.net / Korean Culture and Information Service, CC BY-SA 2.0

„PASJA” DZIECI

W katechezie o rodzinie rozważamy dzisiaj na temat dzieci, które są najpiękniejszym owocem błogosławieństwa, które Stwórca dał mężczyźnie i kobiecie. Mówiliśmy już o wielkim darem, jakim są dzieci. Dzisiaj, niestety, musimy powiedzieć o „historiach pasji”, w których wiele z dzieci żyje.

Wiele dzieci, już od samego początku, jest odrzuconych, opuszczonych, okradzionych z ich dzieciństwa i przyszłości. Ktoś ośmieliłby się powiedzieć, jakby usprawiedliwiając się, że to był błąd, że takie dzieci się narodziły. To jest wstyd! Nie przerzucajmy na dzieci naszych win, proszę! Dzieci nigdy nie są „błędem”. Ich głód nie jest ich błędem, tak jak nim nie jest ich bieda, ich słabość, ich osamotnienie – ileż dzieci porzuconych na ulicach; ich ignorancja, ich niezdolność, nie jest ich „błędem” – ileż dzieci nie wie, co to jest szkoła. To są powody, aby je jeszcze bardziej kochać. Na cóż się przydają te wszystkie uroczyste deklaracje o prawach człowieka, o prawach dziecka, jeśli później dzieci są karane z powodu błędów dorosłych?

Ludzie, którzy mają zadanie rządzenia, kształcenia, powiedziałbym, że wszyscy dorośli, są odpowiedzialni za dzieci, i wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, aby zmienić tę sytuację. Odwołuję się do „pasji” dzieci. Każde dziecko wykluczone, porzucone, które żyje na ulicy, żebrzące, bez szkoły, bez opieki medycznej, jest krzykiem, który dochodzi do Boga i oskarża system, który my, dorośli, stworzyliśmy. I niestety te dzieci stają się ofiarami przestępców, którzy wykorzystują je w nielegalnym przemycie i handlu, albo przygotowują je do wojny i przemocy. Również w tak zwanych państwach bogatych wiele dzieci przeżywa dramaty, które je obciążają poważnie, z powodu kryzysu w rodzinie, z powodu pustki edukacyjnej, i z powodu nieludzkich warunków życia. W każdym przypadku są to dzieciństwa naznaczone przemocą na dziecięcym ciele i dziecięcej duszy. Ale żadne z tych dzieci nie jest zapomniane przez naszego Ojca Niebieskiego! Żadna z ich łez nie zostaje utracona! Tak samo, jak nie zostaje utracona nasza odpowiedzialność, odpowiedzialność społeczna osób dorosłych, odpowiedzialność każdego z nas i każdego państwa.

Pewnego razu Jezus napomniał Swoich uczniów, że ci utrudniali dostęp dzieci do Niego, które były przyniesione przez rodziców, aby On je pobłogosławił. Jakżeż wzruszająca jest narracja ewangeliczna: „Wtedy przyniesiono Mu dzieci, aby włożył na nie ręce i pomodlił się za nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł: »Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie«. Włożył na nie ręce i poszedł stamtąd” (Mt 19,13–15). Jakaż piękna jest wiara rodziców, i jakaż piękna jest odpowiedź Jezusa! Pragnę, aby ta stronica stała się normalną historią wszystkich dzieci! Prawdą jest, dzięki Bogu, że dzieci z ciężkimi problemami znajdują często nadzwyczajnych rodziców, gotowych do wszelkich poświęceń. Ale ci rodzice nie powinni być pozostawiani samymi sobie! Musimy towarzyszyć ich trudom; musimy ofiarować im nasze wspólne chwile radości, aby nie popadli w rutynę terapeutyczną.

Kiedy chodzi o dzieci, w każdym przypadku, nie powinny być wypowiadane obronne formuły biurokracji prawniczej, typu: „nie jesteśmy towarzystwem dobroczynnym”, albo: „w życiu prywatnym każdy może czynić, co mu się podoba”, albo jeszcze: „przykro nam, nic nie możemy uczynić”. Takie słowa nie służą dzieciom.

Często na dzieci spadają konsekwencje życia niegodnego, spowodowanego nadmierną pracą, albo pracą słabo płatną, godzinami nieludzkimi, niewydolnym transportem… Ale dzieci płacą swoją cenę również w przypadku niedojrzałych związków, albo nieodpowiedzialnych rozstań rodziców: one są pierwszymi ofiarami. Są ofiarami przesadnej kultury praw osobistych, i stają się „przedwczesnymi” dziećmi. Często przyjmują na siebie przemoc, której nie są w stanie „przykryć”, i pod okiem dorosłych są zmuszone do przyzwyczajania się do degradacji.

Także i w naszej epoce, tak jak i w przeszłości, Kościół okazuje swoją macierzyńską troskę o dzieci i ich rodziców. Rodzicom i dzieciom tego świata niesie błogosławieństwo Boga, matczyną czułość, napomnienie i nawet zdecydowane potępienie. Nie żartuje się z dzieci!

Pomyślcie, co by się stało, gdyby jakieś społeczeństwo zadecydowało, raz na zawsze, aby ustanowić następującą zasadę: „To prawda, że nie jesteśmy doskonali, i popełniamy liczne błędy. Ale jeśli chodzi o dzieci, które przychodzą na świat, to żadne poświęcenie ze strony dorosłych nie będzie ocenione jako zbyt kosztowne lub zbyt wielkie. Nie powinno myśleć się więcej o dzieciach jak o pomyłce, albo jak o istotach bez wartości; przestajemy porzucać dzieci, zadając im przy tym liczne rany; dzieci przestają być ofiarami samowoli i przemocy dorosłych”. Jakież by to było piękne społeczeństwo! I mówię wam, że takiemu społeczeństwu, wybaczone by były liczne błędy. Tak, wybaczone by było bardzo wiele.

Pan ocenia nasze życie, słuchając tego, co się odnosi do aniołów dzieci, aniołów, „którzy nieustannie wpatrują się w oblicze Ojca, który jest w niebie” (por. Mt 18,10). Pytajmy się sami siebie zawsze: co opowiedzą Bogu, o nas, ci aniołowie dzieci?

Papież Franciszek