BógRodzina

Papież Franciszek „Rodzina uratuje świat”. Rodzina i choroba

By Mondarte - Praca własna, CC BY-SA 4.0

 RODZINA I CHOROBA

W czasie obecnej katechezy chciałbym poruszyć zagadnienie wspólne dla wszystkich rodzin – choroba. To jest doświadczenie naszej słabości, kiedy żyjemy w rodzinie, od dzieciństwa aż po starość, kiedy pojawiają się różne dolegliwości. W więzach rodzinnych, choroba osób, które kochamy, jest przeżywana z „czymś więcej” niż tylko cierpienie i strach. To miłość pozwala nam odczuć to „coś więcej”. Często dla ojca i matki ciężej jest znosić chorobę własnego dziecka, niż cudzego. Rodzina, możemy tak powiedzieć, od zawsze była najbliższym „szpitalem”. Jeszcze dzisiaj, w wielu częściach świata, szpital jest przywilejem dla nielicznych; jest często bardzo daleko. To mama, tata, bracia, siostry i dziadkowie gwarantują opiekę i pomagają wyzdrowieć.

W Ewangeliach wiele stronic opowiada o spotkaniach Jezusa z chorymi oraz o Jego zaangażowaniu w uzdrowienie ich. Prezentuje się On publicznie jako ktoś, kto walczy z chorobą, i przyszedł na ziemię, aby uzdrowić człowieka z każdej niemocy: jego duszę i ciało. Jest naprawdę wzruszająca następująca scena ewangeliczna: „Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest” (Mk 1,32–34). Kiedy myślę o współczesnych wielkich miastach, pytam siebie, gdzie są drzwi, przez które można by było przynosić chorych w nadziei, że zostaną uzdrowieni! Jezus nigdy nie odmówił pomocy chorym. Nigdy nie przeszedł obojętnie, nigdy nie odwracał oblicza od chorych. I kiedy ojciec albo matka, albo nawet jacyś przyjaciele, przynosili chorych, z prośbą, aby ich dotknął i uzdrowił, nigdy nie tracił czasu. Uzdrowienie było przed prawem, nawet tym świętym jak wypoczynek sobotni (por. Mk 3,1–6). Uczeni w Piśmie krytykowali Jezusa za to, że uzdrawiał w szabat, ze czynił dobre rzeczy w szabat. Ale miłość Jezusa była taka, aby ponownie dać zdrowie, aby czynić dobro: i to zawsze znajdowało się na pierwszym miejscu!

Jezus wysyła uczniów, aby czynili to samo, co On i daje im moc uzdrawiania, czyli przybliżanie się do chorych i zatroszczenie się nimi (por. Mt 10, 1). Musimy dobrze zrozumieć to, co powiedział do Swoich uczniów podczas epizodu z niewidomym od urodzenia (por. J 9,1–5). Uczniowie – z niewidomym przed sobą! – dyskutowali, kto zgrzeszył, że ten człowiek urodził się niewidomym, on sam czy też jego rodzice. Pan powiedział zaś wyraźnie: ani on, ani jego rodzice. Tak jest, aby ukazały się w nim dzieła Boże. I uzdrowił go. Oto chwała Boża! Oto zadanie Kościoła! Pomagać chorym, nie gadać, pomagać zawsze, pocieszać, nieść ulgę, być blisko chorych. To jest zadanie.

Kościół zaprasza do modlitwy za swoich drogich chorych. Modlitwa za chorych nie może ustać. Wręcz przeciwnie, musimy więcej się modlić, zarówno osobiście, jak i wspólnotowo. Pomyślmy o epizodzie z kobietą kananejską (por. Mt 15, 21–28). To była kobieta-poganka, nie należała do narodu izraelskiego. Ale to poganka prosi Jezusa o uzdrowienie córki. Jezus, chcąc ją wystawić na próbę, odpowiada ostro: „Nie mogę, muszę najpierw myśleć o Izraelitach”. Kobieta nie poddaje się – to jest matka, która prosi o pomoc dla swojego dziecka. Nie rezygnuje. Wiemy wszyscy, jak matki walczą o swoje dzieci. I mówi do Jezusa: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów” (Mt 15,27). I wówczas Jezus wypowiada następujące słowa: „O, niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!” (Mt 15,28).

W obliczu choroby również i w rodzinie rodzą się trudności z powodu ludzkiej słabości. Ogólnie jednak czas choroby to czas umocnienia się więzów rodzinnych. I myślę, jak ważną jest rzeczą uczenie dzieci, już od maleńkości, współczucia podczas czyjejś choroby. Wychowanie, które nie zwraca uwagi na wrażliwość wobec choroby, czyni serce twardym. Dzieci wówczas stają się „znieczulone” na cierpienia innych, stają się niezdolne do zmierzenia się z cierpieniem i z życiem na granicy. Ileż razy możemy zauważyć w pracy kobiety lub mężczyzn, którzy mają zmęczone oblicza. I na pytanie: „Co się stało?”, odpowiadają: „Spałem tylko dwie godziny, ponieważ musimy w domu czuwać na zmianę nad chorym dzieckiem, albo chorym dziadkiem lub babcią”. A pomimo tego, trzeba pracować. To jest heroizm. To są bohaterowie rodziny! Te ukryte heroizmy wypełniane z czułością i odwagą, kiedy w domu jest ktoś chory.

Słabość i cierpienie naszych drogich i najświętszych bliskich, mogą być dla dzieci szkołą życia – ważne jest, aby dzieci wychowywać do zrozumienia tej szczególnej bliskości w rodzinie podczas choroby. Dzieci będą stawały się bardziej dojrzałe właśnie dzięki chwilom choroby, w których będą uczestniczyły poprzez modlitwę i bliskość wobec swojego chorego bliskiego. Wspólnota chrześcijańska wie dobrze, że rodzina, w godzinie próby choroby, nie może być pozostawiona sobie samej. I musimy dziękować Panu za te piękne doświadczenia braterstwa kościelnego, które pomagają rodzinom przetrwać ten trudny czas bólu i cierpienia. To jest chrześcijańska bliskość, od rodziny do rodziny. To jest prawdziwy skarb parafii. To jest skarb mądrości, który pomaga rodzinom, w chwilach trudnych, zrozumieć istotę Królestwa Bożego lepiej, niż tysiące przemówień! To są pieszczoty Boga.