Opinie

Polska jesień 2020. Wielka zmiana czy drobna korekta?

Krzysztof Wołodźko. Fot. archiwum prywatne

Autor: Krzysztof Wołodźko

Wieki temu zrobiłem duży wywiad z Markiem Kurzyńcem, jedną z ważniejszych postaci polskiego ruchu anarchistycznego czasów transformacji ustrojowej. Kurzyniec należał do ruchu Wolność i Pokój, który dzięki swojej szerokiej formule w ostatniej dekadzie PRL zgromadził w swoich szeregach, i młodzież z kościelnych środowisk, i mocno newage’owych anarchistów i kontrkulturowców.

Gdy rozmawialiśmy był 2006 r., dawno już po przemianach. Rzeczywistość wokół zdawała się dość stabilna choć raczej mało przyjazna – polski kapitalizm dość mocno już wtedy osiadł na mieliźnie tak zwanego średniego rozwoju. A szansą na lepsze życie była dla wielu, zbyt wielu, emigracja. Co ciekawe, z mocno przecież anarchistycznego WiP wywodziło się sporo ludzi, którzy później związali się nie tylko z różnymi partiami rządzącej prawicy, ale i jej służbami. Dziś mam jednak ponad czterdzieści lat i nic mnie  już nie dziwi. Także to, jak bardzo często nie przypominamy po latach siebie sprzed dekad.

Po tamtej wielogodzinnej rozmowie z Markiem Kurzyńcem, zakończonej gdzieś nad ranem na wiosennych, wtedy jeszcze pustawych Plantach (jak mało wtedy było w Krakowie turystów!), został mi jeden wniosek: systemy przepoczwarzają się rzadko, ale zwykle tak, żeby jak najmniej się zmienić, ale dać wszystkim, którzy w ich obrębie funkcjonują, poczucie ogromnej zmiany. Ale w większości przypadków ich beneficjentami są ci, którzy już i tak orbitują w wyższych strefach wpływów, władzy, pieniądza. I jeśli spojrzeć dziś na rozgorączkowane twarze w Sejmie i w liberalnych mediach, dobrze widać, kto już chciałby witać się z gąską.

Nie wiemy oczywiście, czy to, co dziś dzieje się na polskich ulicach, to rewolucja, czy gwałtowny wybuch gniewu, skierowanego przeciw rządzącym i Kościołowi, gniewu który wypali się w ciągu tygodni i miesięcy zimowych. Wiele zależy od rozwoju pandemii. Sądzę, że nawet gdyby przyniósł tak oczekiwaną przez Strajk Kobiet zmianę, wiele rzeczy przesądzających o prozie naszego życia pozostałoby jak jest. Owszem, odsunięto by PiS od władzy. Lewica być może otrzymałaby swój trybut – czyli mocną liberalizację ustawy aborcyjnej. Kościół być może na różne sposoby zostałby upokorzony przez wygranych.

Ale większość społecznych problemów pozostałaby dokładnie takie jakie są. Czy mówiąc jeszcze mocniej: biedni byliby jeszcze biedniejsi, a bogaci – jeszcze bogatsi. Niewykluczone, że powrót do władzy liberałów, połączony z pandemicznym kryzysem, dałby im pretekst choćby do obcięcia 500 plus. Bo ta rewolucja, wbrew marzeniom niewielkiej części lewicy, wbrew romantyczno-idealistycznemu nimbowi, nie ma żadnych ukonkretnionych obietnic socjalnych i systemowych. Także dlatego, że nie potrzebują ich jej główni aktorzy – wychowani na ultraliberalnej pedagogice społecznej i hiperkonsumpcjonizmie – młodzi. Dla nich, jak się zdaje, często nie istnieją ci, którzy dziś w Polsce realnie mierzą się z troską i pielęgnowaniem osób z niepełnosprawnościami.

Niestety, o wiele bardziej gorzkie jest to, że i rząd zaczął swój pomysł na program „za życiem” traktować serio dopiero teraz. Gdy traktowane jest to wyłącznie jako wizerunkowa zagrywka.

Ale czy tak będzie? Powracam myślą do początku polskiej transformacji. Jak wiele mieliśmy wtedy wizji. I jak wszystko poszło inaczej.

Krzysztof Wołodźko

Krzysztof Wołodźko - dziennikarz i publicysta Instytutu Spraw Obywatelskich, felietonista portalu tvp.info, Polskiego Radia 24, „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”. Pisze m.in. do: miesięcznika „ZNAK”, Tygodnika TVP, „Nowej Konfederacji”, „Frondy LUX”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *