Gospodarka

Puk, puk. Kto tam? Osoby pracujące zdalnie mogą spodziewać się kontroli w swoich domach

Obraz Pexels z Pixabay

„W środku dnia… dzwonek do drzwi: „– Dzień dobry, inspekcja pracy”. Osoby pracujące zdalnie mogą się spodziewać kontroli w miejscu świadczenia obowiązków” – czytamy w „Rzeczpospolitej.

Praca zdalna coraz częściej nie jest już uciążliwością dla firm, związaną z sytuacją epidemiczną w kraju, lecz świadomym wyborem pracodawcy i pracownika. Szacuje się, że 3/4 firm w Polsce planuje poszerzenie możliwości wykonywania pracy w ramach home-office. Dla pracodawców taka opcja jest często dużo tańsza, bo mogą wynająć i  utrzymywać mniejszą powierzchnię biurową. A i dla pracowników okazuje się, że ta forma świadczenia obowiązków jest bardzo atrakcyjna, bo oszczędzają czas na dojazdy, na przygotowanie się do pracy. Skoro nie muszą wyjść z domu, to po co się przebierać. To też oszczędność pieniędzy na paliwo, komunikację publiczną, służbowe uniformy itd. Wszyscy dość szybko zaaklimatyzowali się w nowej rzeczywistości. Dlatego niektórych cieszy fakt, że ustawodawca przedłużył możliwość wykonywania pracy zdalnej i od 5 września 2020 r. pracodawca może wysłać pracownika do domu na home-office w czasie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego, stanu epidemii, ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz w ciągu trzech miesięcy po ich odwołaniu. W praktyce oznacza to, że praca zdalna może gościć w polskich firmach jeszcze długo.

Tarcza antykryzysowa pozwoliła zmusić pracownika do wykonywania pracy poza miejscem jej stałego wykonywania. Jak to jednak zwykle bywa w przypadku przepisów przygotowywanych na szybko, pod specjalne okoliczności, brakuje szczegółów związanych z wykonywaniem pracy zdalnej. W specustawie mowa jest tylko o tym, że pracownik ma mieć umiejętności i możliwości techniczne oraz lokalowe do wykonywania takiej pracy i musi na to pozwalać rodzaj pracy – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

O ile pracodawca sam może ocenić umiejętności pracownika do pracy z domu, jeśli zna go już jakiś czas, o tyle możliwości lokalowe i techniczne pracownika zwykle trudniej zweryfikować. W praktyce pracodawcy muszą polegać na oświadczeniach podwładnych w tym zakresie. Pozostałe kwestie, jak godziny pracy, dokumenty, które pracownik musi prowadzić, zbierać, odbierać, a także sposób komunikacji, strony muszą uzgodnić.

Z jednej strony daje to dużą swobodę, z drugiej jednak jest to również duże pole do naruszeń. Ma to znaczenie w kontekście ewentualnej kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Skoro bowiem sytuacja dotychczas wyjątkowa staje się normalnością, to i kontrole wracają do normy.

Do tej pory kontrola ograniczała się raczej do sprawdzenia przestrzegania czasu pracy. Za chwilę jednak urzędnicy zapukają do drzwi pracowników, żeby sprawdzić, jak wygląda ich miejsce pracy, czy rzeczywiście posiadają odpowiednie warunki lokalowe, czy otrzymali niezbędne do pracy narzędzia albo czy dysponują odpowiednimi warunkami technicznymi – czytamy w gazecie.

źródło:rp.pl