Zdrowie

Schudł 17 kilogramów i ma problemy z oddychaniem. Lekarz, który miał koronawirusa mówi dlaczego nie można lekceważyć choroby

Lekarz, badanie. Obraz Antonio Corigliano z Pixabay

Dr n. med., chirurg Wojciech Bichalski zachorował na COVID-19 pod koniec marca. Był w ciężkim stanie. Pokonał chorobę, ale do dziś nie wrócił do pełnej sprawności. Stracił 17 kilogramów. Teraz walczy z powikłaniami. Mimo że od choroby minęły cztery miesiące, nie jest w stanie wrócić na salę operacyjną, bo nadal ma problemy z prawidłowym oddychaniem.

Dr Bichalski mówi, że pomimo tego, ze jest lekarzem pierwsze objawy były u niego mylące:  – Najczęściej zaczyna się od jakiegoś dyskomfortu fizycznego, niewielkiego kaszlu, zwyżki temperatury, które każdy interpretuje na swoją korzyść, stwierdzając, że to pewnie jakieś przechłodzenie, czy przeziębienie – dopiero po kilku dniach, jak opowiada w rozpowie z portalem portal.abczdrowie.pl , temperatura dochodziła do 38-38,5 stopni. Do tego towarzyszyło mu uczucie rozbicia, zmęczenie i coraz silniejszy kaszel.

Testy potwierdziły przypuszczenia lekarza – był zakażony koronawirusem. Dr Bichalski zdecydował się opowiedzieć swoją historię, by ostrzec innych przed lekceważeniem koronawirusa. Nikt nie wie, jak jego organizm zareaguje na zakażenie, a wirus może z dnia na dzień postawić człowieka na granicy życia i śmierci.

Kiedy po dwóch tygodniach objawy się nasilił chirurg trafił do szpitala jednoimiennego w Tychach, gdzie spędził 3 tygodnie. Nie było konieczności leczenia respiratorem, ale musiał przejść dwa tygodnie tlenoterapii .

Choroba bardzo osłabiła dr Bichalskiego : – Schudłem 17 kilogramów. To był przede wszystkim efekt zupełnego braku apetytu, braku łaknienia. Żartuję, że to taka kuracja odchudzająca, której oczywiście nie polecam – mówi i dodaje – Jeśli chodzi o powikłania mam zwłóknienia w obszarze płuc, na razie drobne. Miałem już trzy razy robioną tomografię płuc. (…) Oceniam, że ubytek sprawności i energii, bezpośrednio po zachorowaniu, to na pewno około 50 proc.

Powikłania i osłabienie nie pozwalają chirurgowi wrócić do pracy. – Minęło już kilkanaście tygodni, mimo umiarkowanej aktywności fizycznej, niestety na razie nie podjąłem pełnej pracy zawodowej jako chirurg. Praca w maseczce przez kilka godzin jest poza moim zasięgiem, na razie. Przechodziłem również konsultacje pulmonologiczne. Wciąż te następstwa są, ciągle biorę jeszcze leki typu sterydowego. I widzę, że to ciągle nie jest to.

Dr Bichalski zniecierpliwością czeka na szczepionkę przeciwko Covid-19. – Niezależnie od tego, to jest już moja interpretacja, po przechorowaniu COVID-u na pewno spada ogólna odporność i musimy się bać nie tylko koronawirusa, ale i innych infekcji. Bo ci chorzy, którzy przeszli tę chorobę ciężko, na pewno są bardziej podatni na inne infekcje. Fakt przechorowania nie gwarantuje nam, że nie zachorujemy znowu, czy na to, czy na coś innego. Także z nadzieją patrzę na działania naukowców dotyczące szczepionki, bo na pewno, jeśli będzie taka możliwość, będę jednym z pierwszych, który się temu podda – mówi w rozmowie z portalem ABC Zdrowie.

Na koniec doktor, w odpowiedzi na pytanie co powiedziałby niedowiarkom, którzy Covid-19 porównują do zwykłej grypy i bagatelizują zagrożenie, mówi, ze trzeba ” zadać sobie pytanie, czy warto prezentować postawę bagatelizowania tego wszystkiego, czy na wszelki wypadek, nawet jeśli mam racje, że nie jest to nic wielkiego, nie powinienem uszanować prawa do zdrowia i życia innych osób. Jeżeli prawda jest taka, że wirus jest niegroźny, to nawet jak będę ostrożny, to nic się nie stanie. A niestety z mojego doświadczenia wynika, że nie jest niegroźny”.

„Nawet jeśli dana osoba sama nie zachoruje” – dodaje Bichalski – ” może przekazać zakażenie swojej rodzinie, swojemu dziecku. Warto mieć świadomość, że niektóre osoby chorujące na COVID-19, niestety umierają. Dlaczego mają umrzeć z tego powodu, że ja podaję rękę albo nie przestrzegam żadnych zasad?”.

Źródło: portal.abczdrowie.pl

.