Opinie

Święto Niepodległości. Dzień dumy i dobra, nie hejtu

Krzysztof Wołodźko rys. Paweł Paulus Mazur

Coraz częściej zastanawiam się, czego my właściwie jako społeczeństwo oczekujemy od Święta Niepodległości?

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi – jeszcze w ubiegłym roku – świętowanie 11 listopada to nie była jedynie okolicznościowa nakładka na Facebooku. Że rok po roku, coraz częściej, coraz tłumniej, Święto Niepodległości było obchodzone również w średnich i małych miastach. A często także na wsiach. I zwykle łączyło to, co wspólne, ogólnonarodowe z bardzo lokalną pamięcią.

Tak jest choćby w moich rodzinnych stronach, w Wielkopolsce. Nie tylko w latach 80., ale jeszcze w 90. 11 listopada nie miał obecnego charakteru. Był zdecydowanie bardziej świętem patriotycznych domów. I to często świętem ukrytym, bo nie wywieszano przecież narodowej flagi w oknach i przy wejściach. Wiele wielkopolskich wspomnień było w gruncie rzeczy pochowanych gdzieś po kątach.

Choć oficjalnie się mówiło o pracy organicznej, o Dezyderym Chłapowskim, o Józefie Wybickim, który zmarł w swoim majątku w wielkopolskich Manieczkach, o ks. Piotrze Wawrzyniaku ze Śremu, którego tak nienawidzili Prusacy, choć wspominano o zwycięskim powstaniu wielkopolskim – to mało z tego tak naprawdę fetowano. A wiele rzeczy było przemilczanych, wyciszanych, wstydliwie pochowanych przed ludźmi, którzy niczego poza PRL-em już nie pamiętali. Nie mówiono choćby o powojennym wypędzaniu księży, często prawdziwych społeczników, z ich wielkopolskich parafii. O tym, że wbrew PRL-owskiej propagandzie, w II Rzeczpospolitej działo się wiele wspaniałych, dobrych rzeczy. I to dobro czynili właśnie wielkopolscy przemysłowcy czy ziemianie. 

Drobny przykład: choć już jako dziecko bywałem w Rogalinie, w dawnej siedzibie Raczyńskich, to dopiero jako dorosły, niemal dekadę temu odkryłem splendor, tradycje i odrestaurowane piękno tego miejsca. To miejsce tak polskie, wielkopolskie, świetnie opisane przez Edwarda Raczyńskiego, prezydenta Rzeczpospolitej na uchodźstwie w książce „Rogalin i jego mieszkańcy”. Mało znane wspomnienia polityka, patrioty, pochowanego w małym kościele w Rogalinie, pokazują dobrze przerwane nici polskiej ciągłości. Pokazują, jak wiele w czasach PRL zmarnowano. 

III RP do dziejów rodzimej nieciągłości dołożyła niestety jeszcze swoje – czasem z kolei zupełnie niepotrzebnie marnując to, co po 1945 roku powstał w warunkach mocno ograniczonej suwerenności. Dobrze mówi Andrzej Gwiazda: majątek narodowy wypracowany w czasach PRL nie był własnością tzw. komunistów. Należał do polskiego społeczeństwa. I często został zmarnotrawiony w wyniku lekkomyślnej neokolonializacji, albo byle jakiej prywatyzacji.

Na III RP nakłada się więc dwóch wielkich fal z marnotrawstwa: pierwsze to niszczenie i zapominanie najpiękniejszych i najcenniejszych polskich tradycji sprzed II wojny światowej. Druga – to szokowa terapia, która nie przypominała precyzyjnej chirurgicznej operacji zmian ekonomicznych, była raczej cięciem na prawo i lewo siekierką. Smutny paradoksem jest to, że po czasach PRL przejęliśmy ich najgorsze wady, a nie – to, co było pozytywne, a wiązało się i z przemysłem, i pracą na styku nauka-technologie, i dobrze rozwinięta komunikacja publiczna czy sieć szkół i placówek zdrowotnych na prowincji. A i te dwie fale poprzedziło coś większego, straszniejszego: IV rozbiór Polski, hekatomba II wojny światowej.

Gdy dziś przeżywam 11 listopada, zastanawiam się coraz częściej: czego my chcemy od tego święta? Czy tylko mocnych wrażeń i dzikich kłótni? Czy nie na to aby czeka prawicowy, liberalny i lewicowy komentariat tego dnia? Czy bez tego żenującego widowiska nie ziewalibyśmy z nudów nad biało-czerwoną?

Tyle dobrych rzeczy dzieje się po cichu w Święto Niepodległości, właśnie w małych miejscowościach, tyle pamięci o dobrych rzeczach wraca na nowo w krwiobieg małych ojczyzn. A my karmimy się tym smutnym i w gruncie rzeczy gorszącym spektaklem irracjonalnej przemocy. Bo ten obraz jest zwielokrotniany w środkach przekazu, ten obraz do nas wieczorem przychodzi w programach informacyjnych, tymi złymi emocjami żyją media społecznościowe

Czy ktoś w końcu będzie miał odwagę powiedzieć, że nie godzi się oddawać wzajemnej nienawiści najważniejszego polskiego święta?

Krzysztof Wołodźko 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *