Polska

TVN i Polsat walczą o widza ocierając się o soft porno? „To się sprzedaje: seks, rozbuchane ego, dzika witalność, agresja”

fot. Facebook

Telewizje komercyjne (TVN i Polsat) wprowadziły właśnie do swoich ramówek programy, które pod pozorem zabawy lansują określony styl: życia bez zobowiązań, bez refleksji, w którym liczy się jedynie wygląd, rozbuchane ego i seks. Czy to już soft porno?

Klaudia El Dursi, modelka znana z tvn-owskiego formatu Top Model i prowadząca reality show w TVN7 pt. „Hotel Paradise” była gościem w pierwszy odcinku najnowszego sezonu „Kuby Wojewódzkiego”. W rozmowie z prowadzącym zachęcała do oglądania nowej propozycji stacji. O co chodzi w programie „Hotel Paradise”? O to żeby młodzi, umięśnieni, wytatuowani i „upiększeni” w gabinetach medycyny estetycznej ludzie łączyli się w pary. Niekoniecznie na cały sezon. Im więcej zmian, tym lepiej. „Dzieje się. Na balkonie, w łazience, na łóżku” – mówiła El Dursi. Wojewódzki dopytywał się jednak „Co ten program ma nam mówić?”

„Czy on naprawdę musi mówić o czymś ambitnym? Czy nie jest tak, że społeczeństwo lubi wrócić do domu po ciężkiej pracy, zresetować się” – odpowiedziała modelka. „To rozrywka, ma dostarczyć radość”. Wojewódzki, w swoim stylu, ordynarnie odparował „Uwielbiam patrzeć, jak się ludzie dymają w telewizji… Jeśli w drugiej edycji wszyscy uprawiają seks, to w trzeciej ekipa się będzie pieprzyć”

Podobny format nazwany „Love Island” ma również Polsat. „Gdybyśmy ściągnęli ich logo, nie wiedzielibyśmy, do jakiej stacji program należy” – mówi „Wprost” dr hab. Anna Jupowicz-Ginalska, medioznawczyni z Uniwersytetu Warszawskiego. Ekspertka dodaje, że twórcy obu programów serwują nam „walkę” o wyimaginowane uczucia, ostre reakcje, bójki, emocje na najwyższych obrotach, choć bazujące na najniższych instynktach. Bo właśnie to się sprzedaje.

Scena z „Love Island”: uczestnicy, single i singielki dobrani w pary, biorą udział w zabawie. Kobiety przejść muszą tor przeszkód. Jednym z jego elementów jest seksi taniec, skok przez opony (panie ubrane są w skąpe stroje, co jest kluczowe) i siadanie okrakiem na nadmuchanych balonach tak, by balony po kilku uderzeniach pośladkami pękły. W tym czasie wykonujące zadanie partnerki są oblewane jakąś kolorową mazią przez wiwatujących na ich cześć singli.

Inny fragment: odpoczywający na leżakach panowie rozprawiają o walorach fizycznych mieszkanek „love Island”. Oceniają ich ciała podkreślając, że w tej ich zabawie „wnętrze” się nie liczy. Chwilę później reżyser przenosi nas do pokoju, w którym kilka zblazowanych pań siedzi przed lustrami i rozprawiając o potencjalnych kandydatach na partnerów, nawija włosy na palce. Czyli widzom zafundowano zestawienie: polujący maczo kontra głupiutka piękność zainteresowana jedynie perfekcyjnym ułożeniem pukli.

„To nie jest program feministyczno-równościowo-intelektualny. Panie nie zdejmują tam staników, by udawać sufrażystki. Ideologizowanie ich, na przykład mówienie o pokazywaniu silnych kobiet czy uczuciowych mężczyzn, to listek figowy skrywający to, co faktycznie się sprzedaje: seks, rozbuchane ego, dzika witalność, agresja, intrygi podlane egzotyczno-rozrywkowym sosem, stereotypy na sterydach” – dodaje Jupowicz-Ginalska.

źródło: Wprost