Kultura

Węgorzewska w roli Węgorzewskiej

fot. Jacek Kurnikowski/AKPA/Warszawska Opera Kameralna mat.prasowe

To nie przypadek ale artystyczny zbieg okoliczności za sprawą wyjątkowej realizacji dramatu „Matki” Witkacego na scenie Basenu Artystycznego Warszawskiej Opery Kameralnej.

Inscenizowane czytanie „Matki” Stanisława Ignacego Witkiewicza w reżyserii i adaptacji Jakuba Przebindowskiego można było oglądać na scenie Basenu Artystycznego Warszawskiej Opery Kameralnej – świat Witkacego, jego ożywione obrazy, postaci wykreowane przez artystów. głównych rolach można było oglądać Alicję Węgorzewską i Rafała Zawieruchę.

Scena z: Alicją Węgorzewską,fot. Jacek Kurnikowski/AKPA/Warszawska Opera Kameralna mat.prasowe

Tytułową bohaterkę dramatu Witkacego – Janinę Węgorzewską – grały dotąd największe aktorki: Ewa Lassek w spektaklu Jerzego Jarockiego, czy Halina Mikołajska w przedstawieniu Erwina Axera. Tym razem, po niemal stu latach od powstania sztuki – czyli od 1924 roku – Węgorzewską zagrała Alicja Węgorzewska, wybitna śpiewaczka operowa z wielkim talentem dramatycznym.

Rolę syna głównej bohaterki, Leona, kreował w tej realizacji Rafał Zawierucha, zauważony na świecie dzięki roli Romana Polańskiego w oscarowym „Pewnego razu w Hollywood” Quentina Tarantino. Na scenie i w projekcjach wideo wystąpili też: Natalia Sikora, Krystyna Tkacz, Bogdan Kalus, Martyna Kliszewska, Marek Siudym, Rafał Maserak i Jakub Przebindowski. Gościnnie w projekcji wideo pojawiła się też Kayah – jako Józefina baronówna Obrock.

Autorem scenografii jest Witold Stefaniak, absolwent École Nationale Supérieure d’Art we Francji. A projekcje wideo, nawiązujące do słynnych zdjęć, obrazów, portretów Witkacego, zrealizował Hektor Werios.

Czytanie inscenizowane „Matki” w Warszawskiej Operze Kameralnej było wydarzeniem, wpisującym się w obchody 135. rocznicy urodzin Witkacego, która przypada w tym roku.

Piotr Iwicki

Warto przeczytać, jak do dzieła odniosła się sama szefowa Warszawskiej Opery Kameralnej, ale również odtwórczyni tytułowej roli, Alicja Węgorzewska.

„Przestroga czy groteska? Prawda czy przerysowanie? Ilekroć chcemy poddać wnikliwej analizie „Matkę” Stanisława Ignacego Witkiewicza, nachodzi nas refleksja, że dzieło Witkacego wyłamuje się, jak jego całą twórczość z typowych, sztywnych ram. Z jednej strony niedomówienie, ale wszystko w odniesieniu do rzeczy ważnych. Z drugiej wielkie hasła na sztandarach ale i jednocześnie kontestacja ich doniosłości. „Matka”, którą Państwu prezentujemy na naszej scenie, to nieśmiertelne pytanie na ile wzniosłe idee mają sens, jeśli stają się kanapowymi rewolucjami? Autor ukazuje nam zjawisko wampiryczności, czyli czegoś co dzisiaj nazwalibyśmy toksycznymi relacjami, czymś co nieustannie nas wysysa na rzecz innych, co więcej innych niejako przy naszej milczącej akceptacji. Znamiennym jest, że Witkacy wszelkie rozterki ukazuje w pewien sposób osadzając je we własnych życiowych realiach. Mimo to nie sposób nazwać dramatu autobiograficznym. Mamy relacje pomiędzy matką a synem. Ona utrzymuje jego, on rujnuje jej życie zarówno od strony materialnej jak i zdrowia. Nie inaczej mają się jego relacje z narzeczoną. Mostem łączącym obie relacje jest destrukcyjny wpływ jednego człowieka na drugiego. Powolna samozagłada w imię zasad i norm, które dzisiaj nazwalibyśmy chorymi.

W „Matce” jest też miejsce na ukazanie obrazu artysty, który pogubił się na swojej życiowej drodze, zatracił sens tworzenia i istnienia. Jest diagnoza ale brak woli do zmierzenia się z problemem. Marazm wygrywa z ambicjami. Pół wieku temu, przy okazji wystawienia „Matki” w Teatrze Współczesnym w Warszawie, reżyser spektaklu, Erwin Axer mówił: Witkacy to wybitna indywidualność. Jako malarz, filozof-dyletant, teoretyk i praktyk teatru. Był to człowiek który śmiał się sam z siebie, uważał się za nieudanego artystę, a pocieszał się tym, że cały świat jest nieudany. Krytycy uważają, że jego teoria „czystej formy”; odbiega od praktyki, że sztuki są pisane inaczej niż sam to sobie teoretycznie zakładał./…/ Jako epigon Młodej Polski ujawnia rzeczywiście niezwykłe wybiegające w przyszłość idee estetyczne i nie tylko estetyczne. Traktowany jako współczesny awangardzista trąciłby myszką" Sztuka, teatr podobnie jak nasz ogląd świata zbudowany na ultraszybkich w docieraniu do wiadomości kanałach informacyjnych są inne, niż w dniu w którym Witkacy tworzył swój dramat. Niemniej postacie przez niego nakreślone, są żywe. Być może to zasługa jego stylu tworzenia, kreślenia kart dramatów w kilka nocy, przez co wykreowane przezeń postacie, często odwołujące się do faktycznych bądź też do zdarzeń z życia artysty i jego bliskich, są pełnokrwiste. Targane namiętnościami, ale jednak bliższe człowiekowi niż fikcji literackiej.

Jedni wczytując się w wersy witkiewiczowskich dzieł, szukają w nich powinowactwa z sztuką Eugène Ionesco, gdy przeciwnicy takiego podejścia raczej widzą w jego dziele ducha Młodej Polski i Stanisława Przybyszewskiego. W rzeczy samej, każdy odczytuje to przede wszystkim przez pryzmat własnej percepcji i doświadczeń. Bo czyż on sam nie mówił, iż subiektywne doznania, wejście do świata wykraczającego poza rzeczywistość w którym: „Nie szukaj już niczego, bo wistość tych rzeczy jest nie z świata tego”, to istota odbioru sztuki? Jej jedyne, dedykowane każdemu odbiorcy, niepowtarzalne doznanie? Nie kto inny jak właśnie Witkacy powiedział: Możliwa jest teatralna sztuka w której samo stawanie się, uniezależnione od spotęgowanego obrazu życia, może widza wprowadzić w stan pojmowania metafizycznego uczucia, niezależnie, od tego, czy fond sztuki będzie realistyczne, czy fantastyczne, lub też czy będzie syntezą obu rodzajów w swoich poszczególnych częściach, naturalnie o ile całość sztuki będzie wypływała ze szczerej konieczności stworzenia w warunkach scenicznych wyrazu metafizycznych uczuć w czysto formalnych wymiarach u autora.

Czy do takiego świata Państwa zabieramy? Czy idąc tropem pojmowania sztuki Witkacego jako krzywego zwierciadła odbijającego to co ludzkie, wchodzimy do krainy przerysowania, interpretacyjnej dowolności, czegoś, co sprawia, że ile by na widowni nie usiadło widzów, każdy de facto oglądałby inny dramat? Dramat odczytany przez własną wrażliwość i przeżycia. A może to krzywe zwierciadło odbija nas samych? Często właśnie to, czego nie chcemy dojrzeć: nasze słabości, oziębłość, wypalenie i lęki? Jak widać, jedno dzieło a tak wiele znaków zapytania.

Nasza wizja „Matki” w bardzo autorskiej artystycznie wizji Jakuba Przebindowskiego to w pewnym sensie synergia sztuk. Dramat rozpisany nie tylko na strofy i postacie, ale również na obraz, który staje się narratorem. A czyż to nie aby świat Witkacego? W ten jedyny na swój sposób multimedialny? Tyle samo realny ile pełen niedopowiedzeń pozostawiających pełną interpretację odbiorcy? I wreszcie pytanie: jak jest aktualny blisko 100 lat od swej premiery (1924)? Czas płynie, zmienia się otaczająca nas rzeczywistość, jednak człowiek niezmiennie jest ten sam. W teatrze życia zmieniają się dekoracje, ale nie on sam” – zauważa Alicja Węgorzewska-Whiskerd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *