Zdrowie

WHO zalecała leczenie na podstawie niesprawdzonych danych. Lekarze mogli szkodzić zamiast pomagać?

Lekarz, Pixabay

Brzmi to niewiarygodnie. Lecz to prawda. Jak mogło dojść do tego, że tak poważna instytucja jaką jest Światowa Organizacja Zdrowia zaleca niesprawdzony sposób leczenia i to jeszcze tak poważnej choroby jaką jest covid – 19. W takim przypadku, wydaje się, że powinny być zachowane wszelkie środki ostrożności i weryfikacji informacji zanim poda się je do publicznej wiadomości. A tym bardziej zanim rekomenduje się sposób leczenia. Niestety tak nie było w tym przypadku. Rzecz dotyczy publikacji naukowej zamieszczonej w prestiżowym periodyku medycznym „Lancet”, na podstawie której WHO najpierw zaleciła sposób leczenia koronawirusa. Teraz zaś zmienia rekomendacje, gdyż publikacja po merytorycznej krytyce została wycofana. Autorzy przyznali, że nie są w stanie ręczyć za źródła, na które się powoływali, „Lancet” przeprasza czytelników, a WHO znów zmienia rekomendacje i powraca do badania klinicznego.

Czy decyzje takich instytucji jak WHO, dysponującej przecież możliwościami analitycznymi czy porównawczymi mogą być podejmowane po publikacji jednego artykułu? Takie pytanie portal swiatlekarza.pl zadał dr. hab. n. med. Filipowi M. Szymańskiemu, prezesowi Polskiego Towarzystwa Chorób Cywilizacyjnych.

„To zdecydowanie bezprecedensowa sytuacja. Trzeba zauważyć, że wycofywanie artykułów medycznych, sygnowanych przez znanych naukowców, zwłaszcza z czasopism tak szanowanych jak „The Lancet”, zdarza się niezwykle rzadko i w każdym wypadku jest podyktowane bardzo poważnymi wątpliwościami dotyczącymi jakości i prawdziwości prezentowanych danych. Jest to zatem wydarzenie, które długo będzie głośne i komentowane w świecie naukowym. Ta sytuacja niestety pokazuje, jak nieprzemyślana i pochopna była decyzja WHO. Instytucje tej rangi, zwłaszcza gdy wydają rekomendacje realnie wpływające na światową ochronę zdrowia, w żadnym wypadku nie powinny opierać się wyłącznie na wynikach pojedynczych badań” – twierdzi doktor Szymański.

Trudno nie przyznać mu racji. Czy to oznacza, że Światowa Organizacja Zdrowia mogła przez jakiś czas zalecać postępowanie tak naprawdę szkodzące, a nie pomagające w leczeniu covid-19? W wycofanej publikacji pokazywano dane mówiące, że stosowanie chlorochiny i hydroksychlorochiny, zwłaszcza w połączeniu z azytromycyną, może być groźne dla pacjentów z covid -19. Na czym polega niebezpieczeństwo kardiologiczne stosowania tych leków?

„Ta praca od początku wzbudziła w świecie medycznym wiele kontrowersji” – twierdzi doktor Szymański. „Główne zarzuty dotyczyły jakości oraz transparentności prezentowanych danych. Uwag było tak wiele, że omawiane badanie nie powinno być podstawą do radykalnej modyfikacji współczesnego postępowania klinicznego. Nie powinno także odstraszać lekarzy i pacjentów od stosowania chlorochiny. Większość zarzutów, które odnosiły się do chlorochiny w połączeniu lub bez połączenia z azytromycyną dotyczą przede wszystkim potencjalnego wpływu na wydłużanie odstępu QT, a co za tym idzie – na zwiększanie ryzyka groźnych dla życia komorowych zaburzeń rytmu serca. Inne zarzuty, np. dotyczące kardiotoksyczności, odnosiły się wyłącznie do terapii przewlekłej we wskazaniach innych niż  covid -19 i dotyczyły tylko niewielkiego wzrostu ryzyka. Wszystkim tym powikłaniom można w prosty sposób zapobiec, stosując się do opracowanych algorytmów postępowania” – wyjaśnia dr. Szymański.

Powstaje więc pytanie. Czy wszyscy pacjenci z COVID-19 są zagrożeni powikłaniami kardiologicznymi w przypadku stosowania chlorochiny/ hydroksychlorochiny?

Nie, są istotnie różnice pomiędzy pacjentami, którzy mogą być zagrożeni wystąpieniem zaburzeń rytmu serca związanych ze stosowaniem chlorochiny oraz tymi, u których stosowanie leku jest bezpieczne – wyjaśnia prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Cywilizacyjnych.

źródło: swiatlekarza.pl